<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Sekcja Turystyki KwalifikowanejRelacje</title>
	<atom:link href="http://stk.ue.poznan.pl/category/relacje/feed" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://stk.ue.poznan.pl</link>
	<description>AZS UE Poznań</description>
	<lastBuildDate>Tue, 07 Feb 2012 19:12:51 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.1.3</generator>
		<item>
		<title>Relacja oraz pokaz zdjęć z przejścia narciarskiego w Gruzji</title>
		<link>http://stk.ue.poznan.pl/relacja-oraz-pokaz-zdjec-z-przejscia-narciarskiego-w-gruzji</link>
		<comments>http://stk.ue.poznan.pl/relacja-oraz-pokaz-zdjec-z-przejscia-narciarskiego-w-gruzji#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 07 Feb 2012 19:10:57 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Joanna-anna</dc:creator>
				<category><![CDATA[Relacje]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://stk.ue.poznan.pl/?p=1372</guid>
		<description><![CDATA[Sekcja Turystyki Kwalifikowanej AZS UE Poznań serdecznie zaprasza na relację oraz pokaz zdjęć z przejścia narciarskiego w Gruzji, a dokładnie Górach Mescheckich, którą poprowadzą nasi starzy &#8216;SeTKowi&#8217; przyjaciele Piotr Fijałkowski i Tomasz Zemleduch. Wydarzenie odbędzie się w poniedziałek dnia 27. lutego 2012 roku w jedynym niepowtarzalnym Setka Pub (ul. Szymańskiego 8, niedaleko Kupca Poznańskiego) o [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Sekcja Turystyki Kwalifikowanej AZS UE Poznań serdecznie zaprasza na relację oraz pokaz zdjęć z przejścia narciarskiego w Gruzji, a dokładnie Górach Mescheckich, którą poprowadzą nasi starzy &#8216;SeTKowi&#8217; przyjaciele Piotr Fijałkowski i Tomasz Zemleduch.</p>
<p>Wydarzenie odbędzie się w poniedziałek dnia 27. lutego 2012 roku w jedynym niepowtarzalnym Setka Pub (ul. Szymańskiego 8, niedaleko Kupca Poznańskiego) o godzinie 19:00. Dla spóźnialskich o godzinie 18:30.</p>
<p>Po zakończeniu relacji przewidujemy dyskusję.</p>
<p>Do rychłego zobaczenia!</p>
<p>﻿﻿<a href="http://stk.ue.poznan.pl/wordpress/wp-content/uploads/2012/02/relacja-2012.jpg" rel="lightbox[1372]" title="relacja 2012"><img class="aligncenter size-medium wp-image-1380" title="relacja 2012" src="http://stk.ue.poznan.pl/wordpress/wp-content/uploads/2012/02/relacja-2012-210x300.jpg" alt="" width="210" height="300" /></a></p>
<!-- PHP 5.x -->]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://stk.ue.poznan.pl/relacja-oraz-pokaz-zdjec-z-przejscia-narciarskiego-w-gruzji/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Trzeci rajd Bieszczadzki</title>
		<link>http://stk.ue.poznan.pl/trzeci-rajd-bieszczadzki</link>
		<comments>http://stk.ue.poznan.pl/trzeci-rajd-bieszczadzki#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 16 Nov 2011 10:24:44 +0000</pubDate>
		<dc:creator>adam</dc:creator>
				<category><![CDATA[Relacje]]></category>
		<category><![CDATA[bieszczady]]></category>
		<category><![CDATA[rajd]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://stk.ue.poznan.pl/?p=1331</guid>
		<description><![CDATA[Listopadowy rajd w Bieszczady staje się już nową świecką tradycją SeTKi. I bardzo dobrze! Bo drugiego takiego wyjazdu w roku nie ma! Szczególnie, że pogoda była, jak na listopad, wspaniała! A świetna pogoda to dopiero początek długiej serii plusów tego rajdu. Ale po kolei&#8230; Zaledwie po dwóch tygodniach po akcji o kryptonimie &#8222;Liść dębu&#8221; wyruszyliśmy [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a class="cboxElement" title="Takie widoczki mieliśmy cały czas" rel="lightbox" href="https://lh5.googleusercontent.com/-bH4SlAFqpO8/TrE4v1eolwI/AAAAAAAADDE/3NC2twazYb4/s640/P1010622.JPG"><img class="pie-img alignleft" style="margin: 3px 1px;" src="https://lh5.googleusercontent.com/-bH4SlAFqpO8/TrE4v1eolwI/AAAAAAAADDE/3NC2twazYb4/s128/P1010622.JPG" alt="widoczek" width="128" height="96" /></a> Listopadowy rajd w Bieszczady staje się już nową świecką tradycją SeTKi. I bardzo dobrze! Bo drugiego takiego wyjazdu w roku nie ma! Szczególnie, że pogoda była, jak na listopad, wspaniała! A świetna pogoda to dopiero początek długiej serii plusów tego rajdu. Ale po kolei&#8230;<span id="more-1331"></span></p>
<div class="pie-item" style="margin: 3px 1px;">
<p class="pie-img-wrapper"><a class="cboxElement" title="Pimp my przedział" rel="lightbox" href="https://lh3.googleusercontent.com/-rUzDayi-9a8/TrEjhoRzQwI/AAAAAAAAAMI/pHZopRDcAio/s640/PA276163.JPG"><img class="pie-img alignright" src="https://lh3.googleusercontent.com/-rUzDayi-9a8/TrEjhoRzQwI/AAAAAAAAAMI/pHZopRDcAio/s128/PA276163.JPG" alt="suszarnia" width="128" height="96" /></a> Zaledwie po dwóch tygodniach po akcji o kryptonimie &#8222;Liść dębu&#8221; wyruszyliśmy na podbój Bieszczad w bardzo wymieszanym składzie, gdyż znalazły się osoby, które dopiero zaczęły przygodę z SeTKą, jak i osoby związane z nią już od dłuższego czasu. Wiekowo również byliśmy zróżnicowani, łącząc młodość z doświadczeniem, co zaowocowało świetną atmosferą i zgraniem ekipy. Atmosfera udzieliła się już na dworcu, gdy na peron odprowadzała nas Szanowna Pani Prezes ;). A gdy wyruszyliśmy w 18-godzinną podróż do najdzikszych zakątków Polski, to nasz Wielki Organizator Rajdu, zwany dalej Mikołajem, postanowił zamienić nasz przedział (mieliśmy cały dla siebie, jak wszędzie ;p) na suszarnię dla jego niewysuszonego prania. Mieliśmy również możliwość poznać jego umiejętności krawieckie, gdy zszywał futerał od gitary ;).</p>
<p><a class="cboxElement" title="Schronisko Koliba" rel="lightbox" href="https://lh6.googleusercontent.com/-xQmbcIPZ1B4/TrE4q8V1gqI/AAAAAAAADMs/xNXeOKbdOFU/s800/P1010610.JPG"><img class="pie-img alignleft" style="margin: 3px 1px;" src="https://lh6.googleusercontent.com/-xQmbcIPZ1B4/TrE4q8V1gqI/AAAAAAAADMs/xNXeOKbdOFU/s128/P1010610.JPG" alt="koliba" width="128" height="76" /></a> O remoncie dworca we Wrocławiu lepiej się nie wypowiadać, dlatego teleportujmy się od razu do Rzeszowa. Tam wsiedliśmy w &#8222;ekskluzywnie normalny&#8221; autobus do Uszczyk Górnych (błędna pisownia zamierzona ;p), który jak się okazało dojechał tylko do Ustrzyk Dolnych, bo dalszej drogi mógłby nie uciągnąć ;). Ale podstawili nam nowy bus, więc dojechaliśmy do Bereżek bez większych przeszkód. Chyba że uwzględnić brak jogurtu dla uczestników rajdu, szczególnie dla Mikołaja, który cztery razy biegał podczas postojów w poszukiwaniu spożywczego. Do autobusu wsiadła również wycieczka dzieci z pobliskiej szkoły i Bartek próbował się dowiedzieć, do której klasy chodzą, ale został zignorowany przez małą dziewczynkę ;). Za to mroźny rzeszowski poranek zamienił się w bardzo ładny, a co najważniejsze, ciepły dzień i o południu w pełnym słońcu wyruszyliśmy do pierwszego punktu naszego rajdu &#8211; schroniska Koliba. A zaszliśmy tam zaledwie po godzinie ;).</p>
</div>
<div class="pie-item" style="margin: 3px 1px;">
<p class="pie-img-wrapper"><a class="cboxElement" title="Opanowaliśmy spychacz" rel="lightbox" href="https://lh5.googleusercontent.com/-Ihr0JB446Eg/TrEoGQuqrPI/AAAAAAAAAPQ/VNzWTzmYam4/s640/PA286207.JPG"><img class="pie-img alignright" src="https://lh5.googleusercontent.com/-Ihr0JB446Eg/TrEoGQuqrPI/AAAAAAAAAPQ/VNzWTzmYam4/s128/PA286207.JPG" alt="spychacz" width="128" height="96" /></a> Po zażyciu luksusów (5-gwiazdkowa łazienka), darmowego wrzątku i ciepłych posiłków wyruszyliśmy (z bólem serca) dalej, w stronę Dwernika. Wędrówka upłynęła na podziwianiu widoków, jakie tworzy nasza przepiękna polska złota jesień. Po drodze spotkaliśmy opuszczony spychacz, przy którym chętnie robiliśmy sobie całkiem niepozorowane zdjęcia. Nasze ruchy spowalniało wszechogarniające błoto, ale czasem, ku zaskoczeniu, kawałki asfaltu również napotykaliśmy. Zmierzch nas zastał już na podejściu pod Otryt, którego ukoronowaniem był nasz dzisiejszy pit-stop &#8211; Chata Socjologa. A podejście miało 3km długości i ok. 350 metrów przewyższenia, toteż trzeba było wyciągnąć czołówki i dalej w las ;). Po 50 minutach zobaczyliśmy światła, ale nie było to schronisko, a inna grupa wędrowców, którzy zrobili sobie postój. Jak się okazało, 5 minut przed samym schroniskiem.</p>
<p><a class="cboxElement" title="Impreza w Chacie Socjologa" rel="lightbox" href="https://lh5.googleusercontent.com/-lvTTSLNcBKM/TsB7FVO_ItI/AAAAAAAAFIk/kRvqZAI4MY0/s720/IMG_7013.JPG"><img class="pie-img alignleft" style="margin: 3px 1px;" src="https://lh5.googleusercontent.com/-lvTTSLNcBKM/TsB7FVO_ItI/AAAAAAAAFIk/kRvqZAI4MY0/s128/IMG_7013.JPG" alt="socjolog" width="128" height="85" /></a> A wchodząc do schroniska przenieśliśmy się w czasie do średniowiecza. Bez prądu. Bez wody. Ale za to z kominkiem i piecem na drewno! Już samo to wytworzyło niesamowity klimat tego miejsca, gdzie wszystkie niedogodności schodzą na drugi plan. A do tego zastaliśmy na miejscu bardzo integracyjną ekipę z Ustrzyk Dolnych, dzięki którym była to najlepsza impreza podczas tego rajdu. Po raz pierwszy swój kunszt pokazali nasi trzej wspaniali gitarzyści: Mikołaj, Olo i Bronsiu. Wśród śpiewających znalazł się jeszcze wędrowiec świetnie posługujący się fletem prostym i organkami. Dodając do tego obrazu kiełbaski z kominka, hamak na balkonie i bezchmurne niebo z tysiącami gwiazd tworzy się nam wizja jak to było u schyłku pierwszego dnia naszego rajdu.</p>
</div>
<div class="pie-item" style="margin: 3px 1px;">
<p class="pie-img-wrapper"><a class="cboxElement" title="Bartek 'przytrolił' w Zatwarnicy" rel="lightbox" href="https://lh3.googleusercontent.com/-zgCULbcrWWA/TsIwgSKvo0I/AAAAAAAAAOI/Bf_VGu_TFcU/s640/2011-10-29_13-23-17_835.jpg"><img class="pie-img alignright" src="https://lh3.googleusercontent.com/-zgCULbcrWWA/TsIwgSKvo0I/AAAAAAAAAOI/Bf_VGu_TFcU/s128/2011-10-29_13-23-17_835.jpg" alt="zatwarnica" width="128" height="96" /></a> Drugiego dnia nie udało nam się ruszyć z rana tak szybko jak chcieliśmy. Oficjalna wymówka to wolne gotowanie się wody w czajniku na piecu drzewnym ;). Jeszcze przed wyruszeniem próbowaliśmy zrobić sobie wspólne zdjęcie, ale super-hiper aparat Wawra miał samowyzwalacz tylko na 2 sekundy ;). Dopiero później odkrył jak wydłużyć ten czas, więc zdjęcie grupowe powstało bez Wawra, który nigdy nie dobiegł do nas w ciągu tych dwóch sekund ;). Ale w końcu o 9:20 wyruszyliśmy w stronę Zatwarnicy, gdzie największą (i jedyną) atrakcją był sklep ;). Po niecałej godzinie marszu, Bronsiu zorientował się, że zostawił czołówkę w schronisku i po paruminutowej debacie zadecydowano, że Bronsiu schodzi do schroniska (jak się okazało, głównie biegiem), Bartki wezmą na siebie ciężar niesienia jego plecaka, a Mikołaj będzie im mówił jak się mają zmieniać ;). I tak rozdzieleni doszliśmy do sklepu w Zatwarnicy, wcześniej jeszcze szukając dużego &#8222;S&#8221; na drzewie, którego nie znaleźliśmy, a który miał być naszym kierunkowskazem. <a class="cboxElement" title="Cerkiew w Krywem" rel="lightbox" href="https://lh3.googleusercontent.com/-6IdJ-e2JNE4/TrE5J7AaW3I/AAAAAAAADE0/N-PuqrR531M/s640/P1010678.JPG"><img class="pie-img alignleft" style="margin: 3px 1px;" src="https://lh3.googleusercontent.com/-6IdJ-e2JNE4/TrE5J7AaW3I/AAAAAAAADE0/N-PuqrR531M/s128/P1010678.JPG" alt="krywe" width="128" height="96" /></a> I jeśli myślicie, że instytucja &#8222;piwa na miejscu&#8221; w Polsce zanikła &#8211; odwiedźcie Zatwarnicę ;). Postój zajął nam trochę ponad godzinkę, gdyż czekaliśmy tam na naszego samotnego wędrowca. Warto wspomnieć również o miłej obsłudze w sklepie, gdzie sprzedawczyni zaparzyła wrzątek dla Bartka &#8222;Starego Olgierda&#8221;.</p>
<p><a class="cboxElement" title="Akcja Znicz" rel="lightbox" href="https://lh5.googleusercontent.com/-gX7M3FK0tT4/TrE5kZO6IkI/AAAAAAAADGc/Y9oc74VTpwY/s512/P1010746.JPG"><img class="pie-img alignright" style="margin: 3px 1px;" src="https://lh5.googleusercontent.com/-gX7M3FK0tT4/TrE5kZO6IkI/AAAAAAAADGc/Y9oc74VTpwY/s128/P1010746.JPG" alt="znicz" width="96" height="128" /></a> Posileni ruszyliśmy dalej w stronę opuszczonych wsi &#8211; Hulskie, Krywe i Tworylne. Opuszczonych i zniszczonych w związku z akcją Wisła. Trzeba również przyznać, że wsie te znajdują się bardzo w malowniczej scenerii, szczególnie, że od Hulskiego szliśmy poza szlakiem (a niektórzy wcześniej na około ;p). Główną pozostałością w Krywem są ruiny cerkwi, znajdującej się na wzgórzu i pośród drzew. Po drodze spotkaliśmy wystraszone przez Wawra sarenki. Tuż przed zmrokiem dotarliśmy do cmentarza w Tworylnem, gdzie mieliśmy &#8222;akcję znicz&#8221;, którą zarządził Mikołaj. W międzyczasie zapadał wszechogarniający zmrok, a była godzina 17:20 (na stare, bo jeszcze przed zmianą czasu ;p). Po ostatnim posiłku ruszyliśmy w drogę za Ojcem Założycielem, ekhm, Wawrem, który perfekcyjnie wyprowadził nas w pół godziny z powrotem na szlak. Asfaltowy.</p>
<p class="pie-img-wrapper">Wyliczono, że do przejścia do Jaworzca, gdzie znajdowała się bacówka, będąca naszym dzisiejszym final destination, jest 10km. Ruszyliśmy zatem w pełnych ciemnościach (Księżyc był zasłonięty przez wzgórza) po płaskim, ale i twardym asfalcie, co nie należy do największych przyjemności spacerowania po górach. I tak szliśmy, i szliśmy&#8230; <a class="cboxElement" title="Salamandra" rel="lightbox" href="https://lh5.googleusercontent.com/-Bx4nLYu12FA/TrE5nAfrphI/AAAAAAAADQ4/GGXUmzgOOd4/s720/P1010751.JPG"><img class="pie-img alignright" src="https://lh5.googleusercontent.com/-Bx4nLYu12FA/TrE5nAfrphI/AAAAAAAADQ4/GGXUmzgOOd4/s128/P1010751.JPG" alt="salamandra" width="128" height="85" /></a> Co jakiś czas pierwsze osoby zatrzymywały się w oczekiwaniu na pozostałych, którym doskwierały odciski i zmęczenie, byśmy maszerowali w grupie. Mieliśmy także spotkanie pierwszego stopnia z tutejszym mieszkańcem &#8211; Salamandrą Plamistą (łac. <em>Salamandra salamandra</em>). Po 1.5h marszu wytyczoną trasą sprawdziliśmy ile brakuje nam jeszcze do celu podróży i, ku naszemu zdziwieniu, okazało się, że do przejścia mamy jeszcze 7km. <a class="cboxElement" title="Bacówka Jaworzec" rel="lightbox" href="https://lh4.googleusercontent.com/--AHk8asEPNM/TsB76qKhV1I/AAAAAAAAFNE/_QkA9QLLfOk/s720/IMG_7124.JPG"><img class="pie-img alignleft" style="margin: 3px 1px;" src="https://lh4.googleusercontent.com/--AHk8asEPNM/TsB76qKhV1I/AAAAAAAAFNE/_QkA9QLLfOk/s128/IMG_7124.JPG" alt="jaworzec" width="128" height="85" /></a> Dodatkowo lokalizacja bacówki obniżała morale, gdyż od drogi oddzielała ją Wetlinka, zatem trzeba było minąć ją i przejść jeszcze 15 minut dalej do mostu, a następnie wracać te 15 minut pod górę, które jeszcze bardziej się dłużyły. W końcu, o 21:25 pierwsza grupa, zwana młodzieżą, dotarła do Bacówki Jaworzec, po 12h marszu, a 4h w ciemnościach. SeTKa liczy sobie wiele lat, więc podczas jej rajdów na pewno występowały podobne, jak i nie trudniejsze dni, ale z pewnością ten wyczyn powinien również przejść do SeTKowych legend i opowieści.</p>
<p>Zła wiadomość była taka, że znowu prądu nie było. Ale jego brak przestał nam specjalnie przeszkadzać. Co najważniejsze jednak &#8211; była ciepła woda, a do tego mogliśmy uraczyć się ciepłym żurkiem i kiełbaską.</p>
</div>
<div class="pie-item" style="margin: 3px 1px;">
<p><a class="cboxElement" title="Mikołaj, makrela i rzodzkiewka" rel="lightbox" href="https://lh4.googleusercontent.com/-EtNosPeou3Q/TrEqou7AulI/AAAAAAAAAS8/DBZqKR-daU0/s640/PA306266.JPG"><img class="pie-img alignleft" style="margin: 3px 1px;" src="https://lh4.googleusercontent.com/-EtNosPeou3Q/TrEqou7AulI/AAAAAAAAAS8/DBZqKR-daU0/s128/PA306266.JPG" alt="makrela" width="128" height="96" /></a> W nocy zastała nas zmiana czasu i pojawił się problem z określaniem czasu, gdyż nadal równolegle używaliśmy zarówno starego, jak i nowego. Stąd Mikołaja pytanie &#8222;na stare czy na nowe&#8221; pojawiało się dosyć często ;). Wyszliśmy rano ku kolejnym przygodom, na szczęście trasa tym razem liczyła sobie tylko 5h. Niestety im bliżej byliśmy Połoniny Wetlińskiej, tym więcej ludzi było na szlaku, a co za tym idzie &#8211; przyjemność obcowania z dziką bieszczadzką przyrodą malała, a wędrowanie we własnym gronie wśród zwalonych drzew, słabo oznaczonych szlaków, bez obecności &#8222;obcych&#8221; jest kwintesencją chłonięcia atmosfery tej części Karpat. <a class="cboxElement" title="Road to Chatka Puchatka" rel="lightbox" href="https://lh3.googleusercontent.com/-J7hx2PakcbU/TrE50omf7qI/AAAAAAAADHw/4XXGbnQczfk/s640/P1010800.JPG"><img class="pie-img alignright" style="margin: 3px 1px;" src="https://lh3.googleusercontent.com/-J7hx2PakcbU/TrE50omf7qI/AAAAAAAADHw/4XXGbnQczfk/s128/P1010800.JPG" alt="puchatek-daleki" width="128" height="96" /></a> Były tego także i dobre strony jak istny bieszczadzki anioł na Przełęczy Orłowicza. Niestety na zwykłą koszulkę trzeba było założyć polar oraz kurtkę, a do ozdoby &#8211; czapkę, rękawiczki i szalik. Wiatr i ogarniająca mrozem temperatura przypomniała nam, że za chwilę mamy listopad. Ale co to dla nas? Ruszyliśmy dalej w stronę znanej na całe Bieszczady (jak nie szerzej) Chatki Puchatka.</p>
<p class="pie-img-wrapper"><a class="cboxElement" title="Chatka Puchatka i 'kruk'" rel="lightbox" href="https://lh4.googleusercontent.com/-crLBjwXzhdY/TsIwgfcICEI/AAAAAAAAAOM/b2TVAEdlUSM/s640/2011-10-31_07-06-41_374.jpg"><img class="pie-img alignleft" src="https://lh4.googleusercontent.com/-crLBjwXzhdY/TsIwgfcICEI/AAAAAAAAAOM/b2TVAEdlUSM/s128/2011-10-31_07-06-41_374.jpg" alt="puchatek-bliski" width="128" height="96" /></a> Gdy w końcu schowaliśmy się w murach schroniska przed zimnem, nadszedł czas na posiłek. Rozległość menu w Puchatku jest niesamowita. Do wyboru mamy żurek z jajkiem, jajko w żurku i&#8230; jajko z żurkiem ;). Ale sam w sobie był smaczny i ciepły, więc nie wybrzydzajmy. Niestety, jedyny raz podczas tego rajdu, wrzątek był płatny jednego złocisza, a kuchnia była czynna tylko do 18. Zrekompensowane nam to zostało uruchomieniem agregatu, a co za tym idzie &#8211; po raz pierwszy od 3 dni &#8222;zobaczyliśmy&#8221; prąd :). Kolorytu i klimatu dostarczało WC, które znajdowało się przy punkcie widokowym, który znajdował się za granią. I z którego nikt nie korzystał &#8211; nie pytajcie dlaczego ;). Plus tego był taki, że gdy w nocy wychodziło się za potrzebą, można było zobaczyć gwieździste niebo ze wszystkich stron horyzontu. Takie coś jest możliwe tylko na szczycie, gdy nie masz innych budynków, drzew czy gór. Jako typowy mieszczuch po raz pierwszy takie coś zobaczyłem i był to wspaniały widok. Gdzie się nie obrócisz &#8211; wszędzie widzisz gwiazdy. Tysiące gwiazd! To jest magia Bieszczad! I nic, że wieje i zimno jak stąd dotąd.</p>
</div>
<div class="pie-item" style="margin: 3px 1px;">
<p class="pie-img-wrapper"><a class="cboxElement" title="Podejście pod Połoninę Caryńską" rel="lightbox" href="https://lh3.googleusercontent.com/-jYPXOBu94MY/TrE6OUSkkXI/AAAAAAAADJw/u9hoVK93MUY/s640/P1010856.JPG"><img class="pie-img alignleft" style="margin: 3px 1px;" src="https://lh3.googleusercontent.com/-jYPXOBu94MY/TrE6OUSkkXI/AAAAAAAADJw/u9hoVK93MUY/s128/P1010856.JPG" alt="carynska" width="128" height="96" /></a> Skoro byliśmy na Połoninie Wetlińskiej, to czemu nie odwiedzić Połoniny Caryńskiej? Jak zrobiliśmy, tak pomyśleliśmy ;). Lecz by zdobyć Caryńską, wpierw trzeba zejść z Wetlińskiej do Brzegów Górnych, a potem znowu pod górę (i tak ogólnie w kółko ;p). <a class="cboxElement" title="Winiacz Bieszczady" rel="lightbox" href="https://lh4.googleusercontent.com/-o41KZoAgl2Q/TrE6dtyQqSI/AAAAAAAADK8/3LiOmQ4_Pgw/s512/P1010893.JPG"><img class="pie-img alignright" src="https://lh4.googleusercontent.com/-o41KZoAgl2Q/TrE6dtyQqSI/AAAAAAAADK8/3LiOmQ4_Pgw/s128/P1010893.JPG" alt="wino" width="96" height="128" /></a> Nadal dopisywała nam pogoda, lecz tuż przed podejściem pod Caryńską złapał nas front i znowu trzeba było się przyodziać, tak jakby była jesień&#8230; Po przejściu drugiej połoniny, ruszyliśmy zejściem do Uszczyk Górnych, gdzie posililiśmy się pierwszym schabowym na szlaku (albo pierogami). Zapoznaliśmy się także z lokalnym trunkiem z niedźwiedziem na etykiecie, winem &#8222;Bieszczady&#8221;. Następnie zostaliśmy przetransportowani do Cisnej, gdzie mieliśmy spędzić ostatni wieczór w Bieszczadach. Oczywiście Mikołaj i Wawer chodzili swoimi ścieżkami i poszli w drugą stronę (by zdobyć Smerek) i musieli dojechać do &#8222;Pod Honem&#8221; we własnym zakresie.</p>
<p><a class="cboxElement" title="Młodzież w Siekierezadzie" rel="lightbox" href="https://lh4.googleusercontent.com/-tl_VkuR-SBw/TrE6nqN4WvI/AAAAAAAADLw/MoRlMsERfvk/s640/P1010912.JPG"><img class="pie-img alignleft" style="margin: 3px 1px;" src="https://lh4.googleusercontent.com/-tl_VkuR-SBw/TrE6nqN4WvI/AAAAAAAADLw/MoRlMsERfvk/s128/P1010912.JPG" alt="siekierezada" width="128" height="96" /></a> I o ile Bartek &#8222;Stary Olgierd&#8221; mógłby napisać skargę na &#8222;miłą&#8221; obsługę w knajpie w Uszczykach (rok temu było tak samo &#8222;miło&#8221;), to o tyle dla gospodarzy Schroniska &#8222;Pod Honem&#8221; trzeba napisać pochwałę na 5 000 znaków. Tak mile nie byliśmy przyjęci nigdzie. I Mikołaj nie musiał się obawiać, że został zapamiętany i nie będzie miał wstępu ;). Rewelacyjną formą spędzenia czasu była sauna oraz męskie rozkminy młodzieży i jej wychowawcy. A największą atrakcją była najbardziej znana knajpa bieszczadzka &#8211; Siekierezada! Niesamowity klimat, muzyka i wino z kija! Załapaliśmy się na koncert Wojciecha Szczurka, bieszczadzkiego barda. Przyglądaliśmy się również światopoglądowej dyskusji Bartka ze wcześniej wymienionym poetą o tym, dlaczego piosenka turystyczna to &#8222;smutek, żal, tęsknota&#8221;. Odpowiedzi nie będę przytaczał ;). Jak w reklamie stadionu Lecha &#8211; &#8222;you simply have to be there!&#8221;. By poczuć ten klimat, ten luz, tę dekadencję.</p>
</div>
<div class="pie-item" style="margin: 3px 1px;">
<p class="pie-img-wrapper"><a class="cboxElement" title="Mikołaj - Call On Me" rel="lightbox" href="https://lh5.googleusercontent.com/-uuemAQ4dX9c/TrEtQuSN_kI/AAAAAAAAAX8/ybpHcV_x4g4/s512/PB016346.JPG"><img class="pie-img alignright" src="https://lh5.googleusercontent.com/-uuemAQ4dX9c/TrEtQuSN_kI/AAAAAAAAAX8/ybpHcV_x4g4/s128/PB016346.JPG" alt="mikolaj" width="96" height="128" /></a> 4:40 pobudka! Po upojnej nocy wyzwanie to było nie lada, ale w końcu challange accepted. O 5 rano zostaliśmy uraczeni jajecznicą za 3zł dla każdego uczestnika rajdu. Z tego miejsca jeszcze raz dziękuję za tę obsługę i poświęcenie. O 6 mieliśmy bus powrotny do Rzeszowa, a jeszcze na przystanek trzeba było dojść (jakieś 15 minut, a Siekierka była jeszcze jakieś 10 minut dalej &#8211; więc wierzcie, że wieczorna droga powrotna nie była łatwa&#8230;). Na przystanku zastaliśmy trollowego potwora &#8211; Bartka, który zawsze znajdzie miejsce i okazję do &#8222;przytrollowania&#8221; (patrz obrazek w Zatwarnicy) ;). A wczesna pora i Święto Zmarłych spustoszyły autobusy i pociągi, toteż zaznaliśmy podczas powrotu tyle luksusu, ile się dało. Wystarczy wspomnieć rozkminy o służbie zdrowia w jednym przedziale ;). Ku zdziwieniu Organizatora, uczestnicy rajdu jeszcze w pociągu wyciągnęli mapę w poszukiwaniu miejsc, które odwiedzili, a także gdzie będą chcieli być następnym razem.</p>
<p><a class="cboxElement" title="Wygody z powrotem" rel="lightbox" href="https://lh3.googleusercontent.com/-nwbJovdqSck/TrEtVC3NcvI/AAAAAAAAAYE/rF_ZMjdFMrA/s640/PB016348.JPG"><img class="pie-img alignright" style="margin: 3px 1px;" src="https://lh3.googleusercontent.com/-nwbJovdqSck/TrEtVC3NcvI/AAAAAAAAAYE/rF_ZMjdFMrA/s128/PB016348.JPG" alt="powrot" width="128" height="96" /></a> Oczywiście wracaliśmy PKP i coś musiało pójść nie tak. Tym razem nie tak był fakt, że jechaliśmy ostatnim wagonem, który miał dobrze znaną usterkę (ale tylko konduktorom) rodem z Bieszczad, czyli brak prądu ;). W trakcie dnia, tak do 16 (na nowe) nie było to problemem, ale brak światła i ogrzewania wieczorem był już trochę dokuczliwy. Ale nie licząc tego, zajechaliśmy na Dworzec Główny (jeszcze nie City Center) zgodnie z czasem, co kończyło nasz wspaniały rajd.</p>
<p><a class="cboxElement" title="SeTKowa ekipa" rel="lightbox" href="https://lh4.googleusercontent.com/-vaaV246YDNI/TsB8RFT__bI/AAAAAAAAFPA/Jh-HW4M3w_Q/s720/IMG_7202.JPG"><img class="pie-img alignleft" style="margin: 3px 1px;" src="https://lh4.googleusercontent.com/-vaaV246YDNI/TsB8RFT__bI/AAAAAAAAFPA/Jh-HW4M3w_Q/s128/IMG_7202.JPG" alt="setka" width="128" height="85" /></a> I niestety nadszedł czas podsumowań (a może stety, bo już nic więcej nie będę pisał i nie będziecie musieli dalej czytać ;p). Tak przedstawiał się III Rajd w Bieszczady, trzeci, który organizował Mikołaj, czyli Wielki Organizator Rajdu &#8211; w skrócie WOR ;). Należą mu się wielkie słowa uznania, za okiełznanie Bieszczadów i organizację tak świetnego wyjazdu. Chciałbym podziękować Bartkowi i Marcinowi za towarzystwo podczas tych wszystkich wspólnych kilometrów, a następnie wieczorów; drugiemu Bartkowi za potężną dawkę humoru; i pozostałym (Bronsiowi, Olowi, Ani i Wawrowi), bo też stanowiliście debeściarską ekipę! Następny SeTKowy rajd już za miesiąc, a następny w Bieszczady niestety dopiero za rok, ale wiem, że nie może mnie na nich zabraknąć. I Ciebie też&#8230;</p>
</div>
<div class="pie-item" style="margin: 3px 1px;">
<p>Trasa:</p>
<ul>
<li>Dzień I &#8211; Bereżki &#8211; Koliba &#8211; Dwernik &#8211; Chata Socjologa (Otryt)</li>
<li>Dzień II &#8211; Otryt &#8211; Zatwarnica &#8211; Hulskie, Krywe, Tworylne &#8211; Jaworzec</li>
<li>Dzień III &#8211; Jaworzec &#8211; Przełęcz Orłowicza &#8211; Połonina Wetlińska &#8211; Chatka Puchatka</li>
<li>Dzień IV &#8211; Chatka Puchatka &#8211; Brzegi Górne &#8211; Połonina Caryńska &#8211; Ustrzyki Górne &#8211; Cisna</li>
</ul>
</div>
<!-- PHP 5.x -->]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://stk.ue.poznan.pl/trzeci-rajd-bieszczadzki/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Powtórka z Bieszczadów</title>
		<link>http://stk.ue.poznan.pl/powtorka-z-bieszczadow</link>
		<comments>http://stk.ue.poznan.pl/powtorka-z-bieszczadow#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 12 Dec 2010 19:39:17 +0000</pubDate>
		<dc:creator>ania_witanowska</dc:creator>
				<category><![CDATA[Relacje]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://stk.ue.poznan.pl/?p=1094</guid>
		<description><![CDATA[W długi weekend listopadowy wyruszyliśmy, podobnie jak w zeszłym roku, na podbój Bieszczadów. Czy było warto? Jasne, że tak! Pogoda nas nie rozpieszczała, ale wspomnienia zostaną na długo… Pełni optymizmu i spragnieni nowych SeTKowych przygód ruszyliśmy we wtorkowy wieczór pociągiem do Rzeszowa. Z Rzeszowa pojechaliśmy busem do Wołosatego. Zapowiadała się piękna pogoda – od samego [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>W długi weekend listopadowy wyruszyliśmy, podobnie jak w zeszłym roku, na podbój Bieszczadów. Czy było warto? Jasne, że tak! Pogoda nas nie rozpieszczała, ale wspomnienia zostaną na długo… <span id="more-1094"></span></p>
<p><a rel="lightbox[2011-0-2-18-31-9]" href="http://lh6.ggpht.com/_39cFIU5YGSw/TPjvQtj_qrI/AAAAAAAAFZY/nwIRF2oJAls/PB104861.JPG?imgmax=1600"><img class="pie-img alignleft" style="margin: 3px 1px;" src="http://lh6.ggpht.com/_39cFIU5YGSw/TPjvQtj_qrI/AAAAAAAAFZY/nwIRF2oJAls/s144-c/PB104861.JPG" alt="PB104861.JPG" width="144" height="144" /></a>Pełni optymizmu i spragnieni nowych SeTKowych przygód ruszyliśmy we wtorkowy wieczór pociągiem do Rzeszowa. Z Rzeszowa pojechaliśmy busem do Wołosatego. Zapowiadała się piękna pogoda – od samego rana towarzyszyło nam słońce. Nasze nadzieje na przywiezienie górskiej opalenizny szybko jednak zostały rozwiane. Słońce zaczęło się chować wraz z pojawianiem się gór. Po drodze do Wołosatego zostawiliśmy rzeczy w Ustrzykach Górnych – miejscu naszego pierwszego noclegu. Nasz Wielki Organizator Mikołaj zaplanował pierwszy dzień „na lekko”. Odciążeni ruszyliśmy na spotkanie z bieszczadzką przygodą.</p>
<div class="pie-item" style="margin: 3px 1px 3px 1px;">
<p class="pie-img-wrapper"><a title="było troszkę mgliście :P" rel="lightbox[2011-0-2-18-32-49]" href="http://lh3.ggpht.com/_39cFIU5YGSw/TPjvSXcdLgI/AAAAAAAAFZk/DmcC8fWJtw0/PB104869.JPG?imgmax=1600"><img class="pie-img alignright" src="http://lh3.ggpht.com/_39cFIU5YGSw/TPjvSXcdLgI/AAAAAAAAFZk/DmcC8fWJtw0/s144-c/PB104869.JPG" alt="było troszkę mgliście :P" width="144" height="144" /></a>Tego dnia w planach było zdobycie Tarnicy. Jak to jednak bywa z planami, często są weryfikowane przez życie. Tak też było i tym razem. Z Wołosatego wyruszyliśmy czerwonym okrężnym szlakiem. Po około dwóch godzinach marszu asfaltową drogą w lekkim deszczu doszliśmy do Przełęczy Bukowskiej. Tam droga zaczęła piąć się błotnistą ścieżką w górę. Po około godzinie dotarliśmy na Halicz, na którym mogliśmy podziwiać wspaniałe widoki oczyma naszej bogatej wyobraźni. Od podziwiania widoków szybko jednak oderwał nas zacinający deszczem wiatr. Dzielnie ruszyliśmy więc w dalszą drogę. Na rozstaj szlaków pod Tarnicą dotarliśmy całkowicie przemoczeni i zmarznięci. Nawet słynne Julkowe wisienki nie były w stanie nas zmotywować do ataku szczytowego ;P Jednogłośnie stwierdziliśmy, że zdobycie Tarnicy może poczekać do następnego razu, tym bardziej że ze szczytu byłoby widać tyle samo co z przełęczy pod nim – NIC. Czym prędzej zaczęliśmy schodzić czerwonym szlakiem do Ustrzyk Górnych, w których w Hoteliku Białym czekały już na nas suche ubrania i gorący prysznic &#8211;  silna motywacja. Wieczorem nie mogło oczywiście zabraknąć śpiewów i gitar. Tym razem nie doczekaliśmy jednak do czwartej, by tradycyjnie zaśpiewać „Czwartą nad ranem” – zmęczeni padliśmy znacznie wcześniej.</p>
<p><a rel="lightbox[2011-0-2-18-54-45]" href="http://lh4.ggpht.com/_39cFIU5YGSw/TPjvYqpZNcI/AAAAAAAAFaI/umqo86Bf8TQ/PB115421.JPG?imgmax=1600"><img class="pie-img alignleft" style="margin: 3px 1px;" src="http://lh4.ggpht.com/_39cFIU5YGSw/TPjvYqpZNcI/AAAAAAAAFaI/umqo86Bf8TQ/s144-c/PB115421.JPG" alt="PB115421.JPG" width="144" height="144" /></a>Następnego dnia wyruszyliśmy znanym nam już czerwonym szlakiem pod Tarnicę. I tym razem jednak nikt nie miał ochoty na zdobycie najwyższego szczytu polskich Bieszczad. Podobnie jak poprzedniego dnia pogoda nas nie rozpieszczała. Z przełęczy pod Tarnicą ruszyliśmy niebieskim szlakiem przez Bukowe Berdo. I w tym miejscu wypadałoby wspomnieć o bohaterze naszego wyjazdu  &#8211; Falarze, jego plecaku  i Falarowym Szczęściu. Otóż plecak(!!!) Falara zdecydowanie przekraczał wszelkie normy, przede wszystkim wagowe (ważył pewnie ze 40kg), co okazało się dla naszego nieustraszonego bohatera małym utrudnieniem w pokonywaniu trasy. A w związku z tym, że ambicja i konsekwencja naszego bohatera nie pozwalała mu na podzielenie się niesionym bagażem, pomimo próśb Rajdowiczów, Falar musiał zmierzyć się z Bieszczadami  w samotności. Znając Falarowe Szczęście mieliśmy nadzieję, że zobaczymy się z nim jeszcze tego samego dnia w Kolibie. Gdy Falar próbował przezwyciężyć siłę grawitacji pokonując ostre i błotniste podejście na Bukowe Berdo, część ekipy już z niego schodziła. Zosia, Agata K. i Ola Z. szły na przedzie. Po dotarciu do Widełek zdecydowały się pójść dłuższą trasą – dalej niebieskim szlakiem, a potem zielonym na Przysłop Caryński. Druga ekipa w składzie Patrycja, Julek, Justyna, Ala i ja postanowiła być sprytniejsza i oszukać szlak – z Kopy zeszliśmy na szagę do Bereżek. Czy nam to<a title="do Koliby dotarliśmy już po zmroku..." rel="lightbox[2011-0-2-18-58-49]" href="http://lh5.ggpht.com/_39cFIU5YGSw/TPjvaIdsZjI/AAAAAAAAFaU/D98TsoiAbV4/PB115475.JPG?imgmax=1600"><img class="pie-img alignright" src="http://lh5.ggpht.com/_39cFIU5YGSw/TPjvaIdsZjI/AAAAAAAAFaU/D98TsoiAbV4/s144-c/PB115475.JPG" alt="do Koliby dotarliśmy już po zmroku..." width="144" height="144" /></a> wyszło na dobre – wątpliwa sprawa. Zejście nie należało do najprzyjemniejszych, a żółtym szlakiem z Bereżek na Przysłop Caryński, myślę, że nie przesadzę stwierdzając, że płynęła rzeka, która po ciemku okazała się nieco problematyczna do pokonania. W każdym razie zaoszczędziliśmy na czasie, bo do Koliby dotarliśmy pierwsi, z czego byłam bardzo dumna, bo z reguły „zabezpieczam tyły” :D  Zresztą miny dziewczyn, które były pewne, że idą pierwsze, po zobaczeniu nas w Kolibie, były bezcenne :D Po pewnym czasie dotarła pozostała męska część ekipy, która podobnie jak dziewczyny zdecydowała się iść dłuższym szlakiem. Oczywiście na Falara musieliśmy jeszcze trochę poczekać. Szymon i Bartol wyruszali już na akcję ratunkową, gdy do schroniska wszedł nasz dzielny bohater, Anioł Bieszczadzki &#8211; Falar. Tak o to byliśmy znowu w pełnym komplecie powiększonym o ekipę, która z różnych powodów nie mogła nam towarzyszyć od początku rajdu. Wieczorem rozkręciliśmy imprezę w jadalni. Do naszej play listy dołączyły nowe hity w wykonaniu Andrzeja, który zaszczycił nas swoją obecnością dopiero w Kolibie. Nie zabrakło m.in. przeboju rajdu, jakże idealnie wpisującego się w listopadowy bieszczadzki klimat, czyli „Na Mazury, Mazury, Mazury”. Hit ten jeszcze długo po powrocie z rajdu „leciał nam w głowie”.  Nie wszyscy w Kolibie byli jednak zachwyceni rozkręconą przez nas imprezą, w związku z czym w pomniejszonym składzie postanowiliśmy się przenieść na górę i zintegrować z ekipą ze stolicy. Akompaniament trzech gitar i przyciszony śpiew naprawdę stworzyły niepowtarzalny klimat.</p>
</div>
<div class="pie-item" style="margin: 3px 1px 3px 1px;">
<p class="pie-img-wrapper"><a title="na Połoninie Caryńskiej się działo - grad, wiatr, mgła, deszcz, błoto, powódź w butach - jednak jak zwykle DALIŚMY RADĘ :)" rel="lightbox[2011-0-2-18-45-43]" href="http://lh4.ggpht.com/_39cFIU5YGSw/TPjvejL1MvI/AAAAAAAAFaw/Hx_3SkdM_RQ/PB125479.JPG?imgmax=1600"><img class="pie-img alignleft" src="http://lh4.ggpht.com/_39cFIU5YGSw/TPjvejL1MvI/AAAAAAAAFaw/Hx_3SkdM_RQ/s144-c/PB125479.JPG" alt="na Połoninie Caryńskiej się działo - grad, wiatr, mgła, deszcz, błoto, powódź w butach - jednak jak zwykle DALIŚMY RADĘ :)" width="144" height="144" /></a></p>
<p>Kolejnego dnia wyruszyliśmy prawie z rana zielonym szlakiem na Połoninę Caryńską. Przyzwyczailiśmy się już do dreptania w błocie po kolana, mgły i wiatru zacinającego deszczem. Jednak na to co się działo na Połoninie Caryńskiej nasze zahartowanie okazało się nie wystarczające. Myślałam, że mnie zdmuchnie. To już nie był wiatr – to była masakra. Do tego grad walący z olbrzymią siłą po twarzy. W takich momentach człowiek zaczyna się zastanawiać, po co jechał w listopadzie w góry. Najwidoczniej w Bieszczadach jest pewnego rodzaju magia, czy też siła przyciągania, bo za rok wybieramy się znowu… o tej samej porze. Zejście z Carynki też nie należało do najprzyjemniejszych – po błocie można było zjeżdżać. To tutaj Michał zdecydował się pożegnać ze swoimi butami, od których odleciały podeszwy (na szczęście miał drugą parę). Po zejściu do Brzegów Górnych czekało nas ostre podejście pod górę na Połoninę Wetlińską. Skrzydeł nam jednak dodała informacja, że w Chatce Puchatka można zjeść coś ciepłego.  Moje marzenie o schabowym z ziemniakami nie  spełniło się jednak tego dnia, na szczęście był żurek! :D W Chatce Puchatka okazało się, że nie jesteśmy jedyną ekipą. Było tłoczno, głośno i wesoło. Tego wieczoru również rozkręcona przez nas impreza nie spotkała się z powszechną akceptacją – pani „Lusi” nie spodobały się chyba przeboje śpiewane przez Andrzeja…</p>
</div>
<p>Następnego dnia prawie jednogłośnie stwierdziliśmy, że hardkorową jak na panujące warunki trasę zaplano<a title="nocowaliśmy w Bacówce pod Honem" rel="lightbox[2011-0-2-18-48-2]" href="http://lh4.ggpht.com/_39cFIU5YGSw/TPjvkAnb_iI/AAAAAAAAFbQ/jm_Ju8hUHG0/Zdj%C4%99cie0145.jpg?imgmax=1600"><img class="pie-img alignright" src="http://lh4.ggpht.com/_39cFIU5YGSw/TPjvkAnb_iI/AAAAAAAAFbQ/jm_Ju8hUHG0/s144-c/Zdj%C4%99cie0145.jpg" alt="nocowaliśmy w Bacówce pod Honem" width="144" height="144" /></a>waną przez Mikołaja trzeba znacznie skrócić. Wizja spacerku Połoniną Wetlińską po przeżyciach dnia poprzedniego większości nie przypadła do gustu. Na przejście pierwotnie zakładaną trasą (czerwonym szlakiem do Przełęczy Orłowicza i czarnym przez Jaworzec do Cisnej ) zdecydowali się tylko Mikołaj, Adam i Jacek. Reszta ruszyła  żółtym, a następnie czarnym szlakiem do Górnej Wetlinki , asfaltem do Wetliny (po drodze zahaczając o Bazę Ludzi z Mgły) i busem do Cisnej. W Cisnej pożegnaliśmy kolejną parę butów – Ala zaopatrzyła się w nowiutkie trampki. W Bacówce pod Honem wreszcie spełniło się moje marzenie o schabowym! A do tego pyszna herbatka z konfiturą z jarzębiny… mniam :) Po dotarciu Mikołaja, Adama i Jacka postanowiliśmy się udać „na miasto” d<a title="wieczorem trzeba było odwiedzić kultową już Siekierezadę" rel="lightbox[2011-0-2-18-48-40]" href="http://lh6.ggpht.com/_39cFIU5YGSw/TPjvnB2JJjI/AAAAAAAAFbg/dIGd4pC4KoE/IMG_3706.JPG?imgmax=1600"><img class="pie-img alignleft" src="http://lh6.ggpht.com/_39cFIU5YGSw/TPjvnB2JJjI/AAAAAAAAFbg/dIGd4pC4KoE/s144-c/IMG_3706.JPG" alt="wieczorem trzeba było odwiedzić kultową już Siekierezadę" width="144" height="144" /></a>o kultowej już Siekierezady. Po małych problemach z wejściem – odbywał się koncert, mogliśmy wreszcie spróbować legendarnego wina z kija. Po zakończeniu koncertu udało się pożyczyć na chwilę gitarę od zespołu. I się zaczęło… „Oprócz” w wykonaniu Bronsia i Szymona będziemy jeszcze długo pamiętać. Do bacówki udało się wrócić wszystkim – nie wszyscy jednak pamiętali, że mają klucz do pokoju i w efekcie zasnęli pod drzwiami…</p>
<p>I tak genialny rajd zmierzył ku końcowi. Żal było wyjeżdżać, zwłaszcza, że wreszcie pokazało się słońce! Miła odmiana :) Za rok, jak już wspominałam, jedziemy znowu. Bieszczady, szykujcie się. Tarnico, tym razem nas nie pokonasz :)</p>
<!-- PHP 5.x -->]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://stk.ue.poznan.pl/powtorka-z-bieszczadow/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Morze szczytów, czyli rajd w Beskid Wyspowy</title>
		<link>http://stk.ue.poznan.pl/morze-szczytow-czyli-rajd-w-beskid-wyspowy</link>
		<comments>http://stk.ue.poznan.pl/morze-szczytow-czyli-rajd-w-beskid-wyspowy#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 12 Dec 2010 19:32:48 +0000</pubDate>
		<dc:creator>ania_witanowska</dc:creator>
				<category><![CDATA[Relacje]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://stk.ue.poznan.pl/?p=1090</guid>
		<description><![CDATA[Pod koniec października odwiedziliśmy Beskid Wyspowy. Zapraszamy do zapoznania się z relacją Piotrka Fijałkowskiego oraz alfabetycznym przewodnikiem po rajdzie autorstwa Bronsia. Relacja Piotrka: &#8222;Jesteś lekiem na całe zło&#8230; i nadzieją na przyszły rok&#8230;&#8221; Przepiękny wyjazd Ciężki, z różnych powodów, ale niesamowity. Bardzo dziękuję wszystkim którzy jednak zdecydowali się na wyjazd i podążyli w czwartkowy wieczór [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Pod koniec października odwiedziliśmy Beskid Wyspowy. Zapraszamy do zapoznania się z relacją Piotrka Fijałkowskiego oraz alfabetycznym przewodnikiem po rajdzie autorstwa Bronsia. <span id="more-1090"></span></p>
<p><strong>Relacja Piotrka:</strong></p>
<p><em>&#8222;Jesteś lekiem na całe zło&#8230; i nadzieją na przyszły rok&#8230;&#8221; </em> </p>
<p>Przepiękny wyjazd   Ciężki, z różnych powodów, ale niesamowity. Bardzo dziękuję wszystkim którzy jednak zdecydowali się na wyjazd i podążyli w czwartkowy wieczór na południe, który upłynął pod kątem Lecha, pigwy, brzozy i śliwki. </p>
<p>W 8 osób w przedziale, razem z Wojtkiem ze Szczecina który jechał &#8222;budować się w Dwerniku &#8211; naprzeciwko byłego baru Piekło&#8221; mknęliśmy do Krakowa, gdzie dołączyła do nas Karolka. Wkrótce byliśmy już po przesiadce na bus i jechaliśmy do Lubnia busem firmy Digi Trans. Tak, z pewnych względów zapamiętałem nazwę przedsiębiorstwa&#8230;. Na wysiadce prawie zapomnieliśmy Bartka, któremu się przysnęło, w ostatniej chwili sobie o nim przypomnieliśmy i wytachał się ze środka. Chyba chcieliśmy to jakoś nadrobić bo&#8230; przypadkiem zgarnęło nam się z luka bagażowego 9 plecaków a nie 8 ilu było uczestników, co jednak ogarnęliśmy dopiero parę minut po odjeździe busa&#8230;.  Rozpoczęliśmy różnymi kanałami (wielkie dzięki Vinovich!) starania by dorwać jakoś kontakt do kierowcy busa, ale wszystko spełzło na niczym, dość powiedzieć że dyrektor Regionalnego Dworca Autobusowego w Krakowie nie miał telefonu do firmy która m.in. organizuje wyjazdy regularne z jego dworca&#8230; Zamieszczony w internecie telefon był nieaktualny.. Ostatecznie zadzwoniliśmy na policję informując o zdarzeniu. Ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu policja stwierdziła że przyjadą po ten plecak z Myślenic do Lubnia &#8211; jakieś kilkanaście kilometrów  W ten sposób rozwiązaliśmy problem i po godzinie ruszyliśmy na trasę. W plecaku zamieściliśmy czekoladki przeprosinowe oraz kartkę z prośbą o kontakt. Po kilku dniach otrzymałem telefon od Pauli że odebrała plecak z komisariatu w Myślenicach i dziękuje za <em>&#8222;nieoczekiwanie oczyszczające i wyzwalające doświadczenie. Zdecydowałam się pojechać dalej bez niego. Pieniny wydały mi się jeszcze piękniejsze choć nie sądziłam że to możliwe. Tym razem miałam tylko krajobraz i poczucie, że niczego mi więcej nie trzeba&#8221; </em></p>
<p>Ten poranek był dość rześki, zagotowaliśmy sobie na przystanku w kawiarce, ruszyliśmy na Szczebel. Dawno nie byłem w górach, a tu okazało się jeszcze że te &#8222;Wyspy&#8221; to ostre podejścia mają. Bez gry wstępnej od razu ostro w górę i tak prawie aż do szczytu   Na górze kolejna kawka z palnika, od razu lepiej się zrobiło temu misiu. Tego dnia zrobiliśmy Szczebel z Lubnia oraz wejście na Luboń Wielki. Bez szału, ale po owocnej nocce w pociągu mało kto (chyba poza Iwoną) wykazywał się ekstra formą na hasanie po górach. Do schronu dotarliśmy w miarę wcześnie. Kawka i rozważania &#8211; szukamy tych jakichś jaskiń na Perci Borkowskiego czy idziemy w kimę? Dość szybko przekonał nas gospodarz schroniska, że tamte jaskinie to większość ściema jak na Szczeblu, a jedyna sensowna ma  4metrowy uskok w środkowej części i trzeba się dużo czołgać. Udaliśmy się więc w sporą częścią ekipy (chyba wyłącznie męską) na spoczynek, a co robiły w tym czasie dziewoje to ja nie wiem. Coś ściemniały że niby idą na spacer.  </p>
<p>Luboń jest przepięknie położony, super klimatowe schronisko na polanie szczytowej, widoki na inne szczyty Wyspowego, Babią, Tatry etc. Widoczność mieliśmy przez cały wyjazd rewelacyjną, typowy chłodny wyż jesienny. Bajer. </p>
<p>Wieczorem dołączyła do schroniska druga ekipa, też 8osobowa z którą, a zwłaszcza z jednym &#8222;śpiewakiem&#8221; imprezowaliśmy baaardzo zacnie do ok 23, a repertuar, czy też setlista to były po prostu debeściaki  Mnie się dawno już tak nie podobało &#8211; a impra była po prostu potoczysta jak to się mówi. Dziękuję zwłaszcza gitarzyście. Kładliśmy się spać (na pierwszym piętrze, w pomieszczeniu z oknami na 4 strony świata!) po 23, niektórzy z problemami krtaniowymi po darciu się.</p>
<p>W sobotę rano obudziłem się przed moim budzikiem nastawionym na 6.55, zdążyłem jeszcze pójść na zewnątrz schroniska, porozkminiać właśnie dziejący się początek wschodu Słońca i wrócić na górę, przez następne 10minut wzajemne przekonywanie się z uczestnikami rajdu &#8222;wstać / nie wstać / wstać / nie wstać, zakończone przez Iwonę &#8211; no dobra, uniosę się na łokciach i obejrzę wschód Słońca wprost z łóżka. Wyjście o 8.40 (tylko 10minut opóźnienia w stosunku do zakładanego przeze mnie czasu), fajne skałki i dość ciężko chwilami na zejściu Percią Borkowskiego, wylądowaliśmy z Bronsiem pod sklepem gdzie zgodnie raczyliśmy się colą czekając na pozostałych, okazało się jednak że zeszli&#8230;. no, w każdym razie nie szlakiem, kawałek dalej.. No to co&#8230; No to zaczęliśmy z Bronsiem zapodawać stopa &#8211; minęło wg mnie spokojnie z 30minut zanim złapaliśmy Mitsubischi Pajero, takie 20letnie. W czasie poprzedzającym rozkmnialiśmy różne mity autostopowiczów &#8222;jak już wreszcie złapiemy to będzie full ljuks&#8221; etc. Przejazd zabrał za dużo czasu w stosunku do pierwotnych wyobrażeń, z Przełęcz Śmigłego ruszaliśmy dopiero ok 12:15 jakoś&#8230; Przepiękne widoki na polanach pod Mogielicą, fajna miejscówka na Polanie na Wałach (chatka przewiewna taka jak są zazwyczaj w studenckich bazach namiotowych), a następnie mieliśmy duży dylemat na Jasjeniu (jakoś wymawianie po polsku było dla mnie ciężkie na tym wyjeździe&#8230;.) &#8211; zostać na Jesienne Bacowanie z SKPB Katowice czy nie. Ostatecznie ze względów na rezerwację u Mariusza Schabikowskiego poszliśmy do Rzek, gdzie byliśmy grubo po zmroku, bodajże ok 19. Przychodząc o tej godzinie myśleliśmy że będziemy ostatnimi, jednakże byliśmy w sumie pierwszymi&#8230; Na dzień dobry zostaliśmy poczęstowani powiedzmy nalewką własnej produkcji za którą dziękuję i która była jednym z przebojów wieczoronocy. Ujawnił się słynny dylemat. Jedną, nie dwie. Jedną? nie dwie&#8230; I tak ten dylemat dotyczył początkowej części imprezy. Jakoś przed 23(!!!!!) wpadła grupa turystów z Krakowa przebywali na weekendowym odrabianiu Wuefu na uczelni (biedacy&#8230;.  ) i już wspólnie (początkowo na przemian, potem wspólnie i pospołu) śpiewaliśmy&#8230; Powiem szczerze, około północy jakoś wyglądało to że już niedługo się zakończy wieczór, czekaliśmy jeszcze na północ by odśpiewać Marcinowi 100lat z okazji urodzin, a potem&#8230;. a potem jakoś się potoczyło&#8230; Nadmienię tylko że po punktualnie odśpiewanej &#8222;Czwartej nad ranem&#8221; spokojnie poszło jeszcze kilkanaście &#8211; 20ścia parę piosenek&#8230;. Było grubbo. </p>
<p>Kładąc się ok 5.20 umawiałem się z Anią Paciej i Agatką na pobudkę ok 6(ta&#8230;..) i wyjście na Gorc Kamienicki&#8230; Skończyło się na tym że jakoś ok 7.30 przebudziłem się, hałasując ubrałem się, zrobiłem szybką kawę i wyszedłem samolubnie samotnie na szlak, 8.05 start, 9.03 na polanie, 10 minut na obczajenie obydwu bacówek i na dole byłem już ok 9.45. Widok na Tatry i tego typu atrakcje wynagrodziły trud podejścia o tej zabójczej porze&#8230; Po zebraniu kompletu uczestników rozdzieliliśmy się na Przełęczy Przysłop &#8211; Karola z Iwoną oraz Marcinem udali się jeszcze na Gorc Troszacki i (chyba) Kudłoń, my udawaliśmy że czekamy na busa(który przyjechał ale nas nie zabrał bo kierowca nie chciał pakować nas jak sardynki&#8230;.), potem udawaliśmy że łapiemy stopa (tylko 20% z piątki miała to szczęście i prosto z Przysłopa pojechała do Krakowa &#8211; Nowe Piaski bezpośrednio, ale po 40minutach łapania stopa, skandal&#8230;. No właśnie, tą osobą byłem ja i ok 12:45 znalazłem się na bardzo odległym od centrum Krakowa osiedlu Nowe Piaski, skąd bimbą poprzez m.in. tunel metrowy w centrum dostałem się pod dworzec pekape.</p>
<p><strong>Krótki alfabetyczny przewodnik po rajdzie autorstwa Bronsia</strong></p>
<p><strong>A</strong>utostop &#8211; próbowany kilka razy, jakoś bez istotnych sukcesów. Nie polecamy.<br />
<strong>B</strong>utelka &#8211; gra, w którą co wieczór proponował grać Bartek. Bezskutecznie.<br />
<strong>C</strong>iemność &#8211; może pojawić się, gdy za dużo czasu spędzasz wylegując się na polanach, masz przydługą trasę lub za rzadko rozmieszczony transport. Może się wtedy zdarzyć, że ostatnią godzinę trasy do schroniska pokonujesz z czołówkami i bez rozdzielania się na podgrupy.<br />
<strong>Ć</strong>wilin &#8211; wstępnie planowaliśmy, ale ze względów czasowych nie dało się go zdobyć.<br />
<strong>D</strong>odatkowe Trasy &#8211; były w niedzielę. Fiołek skoro świt przeszedł się pod Gorc, a Iwona, Karolina i Marcin ruszyli w Gorce szerzej rozumiane.<br />
<strong>E</strong>lementarna Matematyka &#8211; szwankuje u Iwony. Wagon ostatni w pociągu bardzo rzadko jest tożsamy z wagonem pierwszym.<br />
<strong>F</strong>inanse &#8211; dość zagmatwana sprawa, w sporej częsci z mojej przyczyny, gdyż w Poznaniu zapomniałem skorzystać z bankomatu. Skutki wzajemnego rozliczania, pożyczania i kredytowania do dziś wymagają jeszcze porządnego rozkminienia.<br />
<strong>G</strong>itara &#8211; owszem, była (w sobotnią noc nawet trzy!) i to w aktywnym użyciu.<br />
<strong>H</strong>ala &#8211; patrz: Łąka<br />
<strong>I</strong>ntrygująca Zagadka &#8211; co Vinovich robił z Zosią o drugiej w nocy?<br />
<strong>J</strong>esteśmy na wczasach &#8211; znany szlagier, wykonywany na rajdach. W roli basisty w piątek niezidentyfikowany Warszawiak, w sobotę Marcin.<br />
<strong>K</strong>ozackie Piosenki &#8211; według co starszych uczesnitków rajdu, żaden tam punk czy metal, tylko raczej Krystyna Prońko, Piotr Szczepanik, czy inna Zdzisława Sośnicka.<br />
<strong>L</strong>ech Poznań &#8211; klamra wyjazdu. Zaczęło się od meczu z Manchesterem, skończyło tragiczną wiadomością o wyniku w Zabrzu, usłyszaną przypadkiem w pociągu powrotnym.<br />
<strong>Ł</strong>ąka &#8211; zwana też Halą. W Beskidzie Wyspowym niejedna. Można sobie poleżeć i pooglądać fantastyczne panoramy.<br />
<strong>M</strong>arcin &#8211; miał w niedzielę imieniny. Raz jeszcze wszystkiego najlepszego!<br />
<strong>N</strong>oclegi &#8211; jak jest w pociagu, wszyscy wiedzą. Na Luboniu dość wygodnie, acz trochę zimno, za to niezapomniany pokoik z oknami na cztery strony świata i kapitalną panoramą. W Rzekach klasyczny model &#8222;na czterech materacach ośmiu spokojnie się zmieści&#8221;.<br />
<strong>O</strong>rganizator &#8211; panował nad sytuacją. Wprawdzie raz obudził o siódmej, a wracać z nami jakoś nie dał rady, ale generalnie sprawił się. Kawę robił i kanapki czasem nawet.<br />
<strong>P</strong>lecak &#8211; zawsze trzeba ze sobą zabrać. Ale nie należy z busa zabierać cudzego. Chociaż z drugiej strony zawsze to jakaś nowa przygoda i doświadczenie, a wędrówki specjalnie nie opóźniło.<br />
<strong>R</strong>elacja &#8211; pisze się, jak widzę. Fiołek, dajesz! Ktoś jeszcze?<br />
<strong>S</strong>kład &#8211; mocno okrojony, w stosunku do pierwotnych deklaracji. Ostatecznie osiem osób: Agatka, Iwona, Karolina, Ania, Bartek, Marcin, Fiołek oraz wyżej podpisany<br />
<strong>Ś</strong>limoki &#8211; a to już Bartka pytajcie, nie znam się.<br />
<strong>T</strong>rasa &#8211; pociągiem do Krakowa, stamtąd busem do Lubnia. Dalej pieszo: Szczebel-Glisne-Luboń. Następnego dnia zejście Percią Borkowskiego do Rabki &#8211; Zarytego, przejazd różnymi środkami lokomocji na Przełęcz Chyszówki (zwaną też Przełęczą Rydza-Śmigłego) i wędrówka przez Mogielicę i Jasień na Przełęcz Przysłop. W niedzielę głównie spacer na autobus (patrz też: Dodatkowe Trasy).<br />
<strong>U</strong>czynni Ludzie &#8211; tacy co to częstują alkoholem własnej produkcji. Zdarzali się co wieczór, przy czym w pociągu byliśmy nimi my sami.<br />
<strong>W</strong>arunki &#8211; bardzo przyjazne. Śnieg ledwie gdzieniegdzie symboliczny, trochę zimno, ale przede wszystkim &#8211; bezchmurne niebo, Słońce i co najmniej zadowalająca widoczność.<br />
<strong>Y</strong>ellow Submarine &#8211; akurat było, ale zasadniczo piosenek w obcych językach tym razem nie wykonaliśmy za wiele.<br />
<strong>Z</strong>iomusie &#8211; temat polecany do rozeznania Karolinie przez Bartka.<br />
<strong>Ź</strong>rebię &#8211; nie ma nic wspólnego z tym rajdem, ale przecież nie mogłem pozostawić pustej literki.<br />
<strong>Ż</strong>yczę Wszystkim Wielu Podobnie Udanych Rajdów &#8211; a co? Myśleliście, że skończę Żywcem albo Żołądkową Gorzką? Też pomysł&#8230;</p>
<!-- PHP 5.x -->]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://stk.ue.poznan.pl/morze-szczytow-czyli-rajd-w-beskid-wyspowy/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Fogarasze 2010</title>
		<link>http://stk.ue.poznan.pl/fogarasze-2010</link>
		<comments>http://stk.ue.poznan.pl/fogarasze-2010#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 01 Sep 2010 13:48:40 +0000</pubDate>
		<dc:creator>fasolka</dc:creator>
				<category><![CDATA[Relacje]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://stk.ue.poznan.pl/?p=928</guid>
		<description><![CDATA[Tegoroczne wakacje spędziliśmy w rumuńskich Fogaraszach na tygodniowej wędrówce a potem zwiedzaniu lokalnych atrakcji turystycznych. Skład ekipy: Ola, Marlena, Dominika, Krzyś, Adam, Paweł. Dzień 1.-2.: Poznań &#8211; Avrig Dojazd wymagający cierpliwości: Poznań – Kraków – Budapeszt – Kluż – Sybin – Avrig (pociąg&#38;bus) = 40h jazdy. Wszystko przebiegało dobrze aż do Sybina, gdzie uciekł nam [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Tegoroczne wakacje spędziliśmy w rumuńskich Fogaraszach na tygodniowej wędrówce a potem zwiedzaniu lokalnych atrakcji turystycznych. Skład ekipy: Ola, Marlena, Dominika, Krzyś, Adam, Paweł.<span id="more-928"></span></p>
<h2>Dzień 1.-2.: Poznań &#8211; Avrig</h2>
<p>Dojazd wymagający cierpliwości: Poznań – Kraków – Budapeszt – Kluż – Sybin – Avrig (pociąg&amp;bus) = 40h jazdy. Wszystko przebiegało dobrze aż do Sybina, gdzie uciekł nam pociąg. W kasie usłyszeliśmy na to ”trenu pierdut &#8211; ticket pierdut“, czyli razem z pociągiem przepadł nasz bilet, a kasajerka coś tłumaczyła po rumuńsku. W oczekiwaniu na kolejny pociąg (15. sierpnia w Rumunii jest święto, wszystko pozamykane i prawie nic nie jeździ) zwiedzaliśmy Sybin. Wieczorem dotarliśmy do celu. Jeszcze tylko przejście za miasteczko Avrig, żeby się rozbić. Miejscowi chcieli nas podwieźć 14 km za 100 Euro lub niższą cenę  2000 lei (ok. 2000 zł). Wybrany wariant: pieszo = 0 lei! Na noclegu pod Avrigiem na pastwisku baliśmy się, żeby nas rano krowy nie zdeptały, tymczasem w nocy o mało co nie zeżarły nas lokalne psy!</p>
<h2>Dzień 3.: Avrig (450m npm) – Cabana Barcaciu (1550m npm)</h2>
<p>Ruszyliśmy rano w drogę, na początek 14 km pieszo asfaltem, na ostatnie 4km udało się złapać stopa.  Po drodze pierwsza kąpiel w górskiej rzece po 2 dniach podróży &#8211; wspaniałe uczucie. W upale zrobiliśmy 1100m podejścia do schroniska i tam na polance założyliśmy obóz. Osły zaopatrujące schronisko w towary chciały nam zeżreć plecaki! Niesamowity wiatr  przesunął namiot z 20kg plecakiem w środku, a po przytwierdzeniu go do ziemi, składał się  niczym domek z kart. Po naradzie wzmocniliśmy konstrukcję namiotu od środka kijkami trekkingowymi. Był to skuteczny patent na cały wyjazd. Wieczorem w schronisku był koncert gitarowy w wykonaniu młodego geniusza gitary! Rewelacja! Noc przeleżeliśmy w namiotach. Nie spaliśmy, bo się nie dało w hałasie wiatru. Namiot Dominiki mimo, iż wydawał się dość stabilny, nie przetrwał nocy! O świcie wstaliśmy, żeby naprawić złamane rusztowanie,  a z namiotu wyszedł dziki lokator &#8211; milusiński szczeniak!  Problemy z wiatrem mieli też ‘nasi Niemcy’ (tak zwaliśmy parkę robiącą tę samą trasę, co my). Rozstawili namiot w miejscu gdzie wiało najbardziej, do tego szerszą stroną namiotu do wiatru – w środku nocy mistrzowie ewakuowali się do schroniska!</p>
<h2>Dzień 4.: Cabana Barcaciu (1550 npm) – Refugiul Scara (2146 npm)</h2>
<p>Po nieprzespanej nocy ruszyliśmy w góry. Naszym celem było wejść na grań i może wykąpać się w podobno ślicznym jeziorze Avrig. Na starcie kolejne straty w sprzęcie &#8211; Marlenie wygiął się kijek trekkingowy i wylądowała w rzece!  Podejście było natomiast, tak jak w opisie w przewodniku, &#8222;mozolne&#8221; i lepiej tego nie idzie nazwać. W końcu dotarliśmy na górę do jeziora, lecz nie widzieliśmy jego urody, prawie wcale go nie widzieliśmy, bo  naszły chmury i widoczność spadła do kilku metrów! Na poprawę humoru zdobyliśmy pierwszy szczyt Vf. Scara 2306m npm. Na nocleg dotarliśmy do schronu, czyli czerwonej zardzewiałej budki połatanej folią. Po obejrzeniu tego rumuńskiego wynalazku rozbiliśmy nasze namioty w pobliżu.</p>
<h2>Dzień 5.: Refugiul Scara (2146 npm) &#8211; Refugiul Caltun (2135 npm)</h2>
<p>Najambitniejszy dzień, bo ok 1200m w górę i tyle w dół. Rano jak zwykle wiało, już się przyzwyczailiśmy. Chmura dookoła, też norma, choć mało zachęcająca. Kolejny szczyt &#8211; Serbota 2331m npm już w pełnym słońcu! Trasa biegnie cały czas w górę lub w dół, płaski odcinek to marzenie. Spełniło się po zejściu do doliny. Spotkaliśmy tam stado owiec: setki, tysiące, miliony, bezlik! Trudniej było się wydostać z doliny, bo szlak się gdzieś zapodział. W końcu go znaleźliśmy i wbieglśmy na górę &#8211; Negoiu 2535m zdobyty! Widok był jak zwykle w jedną stronę &#8211; na pd, a na pn chmura! Na zejściu z Negoiu widzieliśmy słynne i nieczęsto spotykane Widmo Brockenu. Spodobało nam się! I na koniec gratka niesłychana, czyli zejście przez osławiony Żleb Drakuli! Stromo w dół po łańcuchach!!! Wyprawa warta zachodu dla samego zrobienia tego odcinka, choć chyba nie wszystkim się tam podobało. Na koniec nocleg nad Jeziorem Caltun.</p>
<h2>Dzień 6.: Refugiul Caltun (2135 npm) – Lac Capra (2249 npm)</h2>
<p>Śniadanie przy pięknych widokach i cudnej pogodzie, co za zmiana!  Marlena przy okazji krojenia chleba przekroiła swoją pompowaną karimatę &#8211; znów straty w sprzęcie! Szczyt Paltinului 2399m npm zdobyty! Zejście do kurorciku Balea Lac przy trasie transforgarskiej! Miejsce sławne, choć był to szok cywilizacyjny: głośny, tłumny i zaśmiecony! Obiad w restauracji,  browar &#8222;Ursus&#8221; (pierwszy „niedźwiedź” na szlaku); kobieta pytająca czy my z Poznania już po 3 zdaniach rozmowy! Z ulgą wróciliśmy w góry na nocleg nad Jez. Capra. Krzyś rozstałby się o mały włos ze swym  aparatem fotograficznym pozostawionym nad potokiem, ale sympatyczna dwójka ludzi widziała to i dogoniła nas, żeby go oddać. Ciekawe, czy w Tatrach inni turyści też by się fatygowali? Znów wiatr dawał się we znaki, trzeba było namioty solidniej obłożyć kamieniami i wzmocnić zardzewiałym, acz solidnym prętem, bo kijków trekkingowych nie starczyło na umocnienia! Niedaleko Rumuni mieli obóz i zbierając się zostawili tam baniak wina 5l, ale jakoś nas to nie przekonało do degustacji, bo skoro oni nie wypili&#8230;</p>
<h2>Dzień 7.: Lac Capra (2249 npm) – Cabana Podragu (2136 npm)</h2>
<p>Jak co rano wieje i dmucha… i zimno. Zbieramy się a tu stado owiec wpadło w obozowisko, a pies pasterski obsikał plecak! Cóż, trzeba iść! Po drodze fajne okienko w skałach, widzieliśmy i kolejne krzyże ofiar gór. Zainteresował nas samotny  czerwony namiot Husky. Zgadywaliśmy ile osób tam wejdzie, jedna czy dwie, a potem spotkaliśmy grupę sześciu chłopaków ze Słowacji z tym oto namiotem!!! Byliśmy pełni podziwu jak oni się tam zmieścili. Nie zauważyliśmy tylko, że mieli jeszcze jeden namiot ze sobą. Było zimno, aby się rozgrzać Adam zaproponował kąpiel w jeziorku Podu Giurgiului ok. 2250 npm. Było lodowate, a mimo to namówił kilka osób do kąpieli, która trwała może 2min!? Egzamin na morsa zdany! Dominika nie zdjęła nawet czapki na ten czas, ale po kąpieli wszyscy twierdzili, że jest im już ciepło! Na nocleg zeszliśmy do schroniska Podragu, Krzyś i Dominika skorzystali z cieplej izby, a reszta spała w namiotach. Po raz pierwszy szło się wyspać, bo w dolinie było ciepło i nie wiało&#8230; Do szczęścia brakowało tylko piwa, ale było i to, jeśli ktoś kupił Ursusa za 12 lei (ok. 12zł). Spotkaliśmy tam też Polaków, których obrabowano poprzedniej nocy na noclegu pod Moldoveanu. Pozbyli się z namiotu butów górskich!</p>
<h2>Dzień 8.: Cabana Podragu (2136 npm) – Fereastra Mare a Sambatei (2188 npm)</h2>
<p>Na drodze w górę na grań stał „rozochocony” osioł, trzeba było to stworzenie jakoś ominąć. Z nieba lał się upał niesamowity. Podeszliśmy na Vistea Mare (2527m) i stąd już było blisko na szczyt szczytów czyli Moldoveanu 2544m npm. W Rumunii wyżej już nie da rady! W tym momencie  osiągnęliśmy cel wyprawy! Idąc dalej minęliśmy odnowiony refugiul Vistea Mare, na nocleg  poszliśmy dalej bo tam kradli. Znów pogoda się załamała i szliśmy w gęstej chmurze, a na naszej drodze ponownie spotkaliśmy stado osłów. Ostatnia noc w górach na przełęczy Fereastra Mare gdzie ledwo zmieściliśmy nasze 3 namioty a ostatecznie jakimś cudem rozbiło się ich 14! Nasze wątpliwości skąd wziąć wodę rozwiał przechodzący Rumun, który zagadnął po angielsku wskazując pobliskie źródło! Tej nocy, co dziwne, nie wiało!</p>
<h2>Dzień 9.: Fereastra Mara a Sambatei (2188 npm) – Comlexul Turistic Sambata (670 npm)</h2>
<p>Zeszliśmy z gór  podzieleni na grupy 3-os. różnymi trasami (jedna jednostajnie w dół, druga korzystając z ostatniego dnia w górach zaliczyła pobliski szczyt (La Cheia Bandei 2383 npm) a potem ponad 1700m w dół. To niby koniec, a Dominika zdobyła jeszcze ogromnego siniaka tzw. „Oko Saurona”. Marlena natomiast ostatni szczyt uczciła kisielem. W dolinie strumienia Sambata wykąpaliśmy się aby przygotować się do zejścia do cywilizacji. W końcu doszliśmy do Monastyru Brancoveanu i po zwiedzeniu go pożegnaliśmy Pawła, który ruszył w drogę do PL. Sami zaś rozgościliśmy się w kompleksie turystycznym Sambata. Rumuni mają zwyczaj brać ślub w niedziele, widzieliśmy dwie pary w monastyrze, a potem na imprezie.</p>
<h2>Dzień 10.-15.: Zwiedzanie</h2>
<p>Prawdziwą turystyczną część wyprawy rozpoczęliśmy od jazdy na stopa z Rumunami!<strong><br />
Fagaras</strong> – o mały włos zdobywalibyśmy twierdzę wpław przez fosę. W pon. niestety zamknięta.<strong><br />
Brasov</strong> – Dacia to cudowne auto, wejdzie tam spokojnie 6 osób z wielkim bagażem! Na noclegu spotkaliśmy chłopaków z czerwonego namiotu Husky i nastąpiła integracja polsko-słowacka przy śliwowicy. Miasteczko tętni życiem nocnym, a wymiana waluty w banku zajęła 30 min!!!<strong><br />
Rasnov</strong> – „famous touristic cetate” rozmówki rumuńskie cd., czyli jak dotrzeć do twierdzy, aby ją zwiedzić? Przystanki autobusowe są w miejscach znanych tylko lokalnej ludności!<strong><br />
Bran</strong> – Vampire Camping a potem wizyta na zamku Drakuli, lecz nie zastaliśmy gospodarza.<strong><br />
Sigishoara</strong> &#8211; pierwsze wrażenie &#8211; szok braku cywilizacji na dworcu, jednak średniowieczne klimaty miasteczka zauroczyły nas, a na koniec spotkaliśmy po kilku dniach „naszych Niemców”.<strong><br />
Cluj</strong> – ostatni przystanek w Rumunii, kolorowa fontanna z muzyką, a na koniec arbuz za ostatnie leje – budżet 5 lei. Po pertraktacjach sprzedawca zszedł z ceny na 5 lei, po czym się rozmyślił i dał nam największego arbuza, jakiego miał na straganie! <strong><br />
Budapest – </strong>STK na Erazmusie – Lucy zaserwowała nam zwiedzanie miasta w kilka godzin! Niemal cale miasto obiegliśmy!!!</p>
<!-- PHP 5.x -->]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://stk.ue.poznan.pl/fogarasze-2010/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rajd Janosika, czyli Gorce i Pieniny</title>
		<link>http://stk.ue.poznan.pl/rajd-janosika-czyli-gorce-i-pieniny</link>
		<comments>http://stk.ue.poznan.pl/rajd-janosika-czyli-gorce-i-pieniny#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 22 Jun 2010 20:01:13 +0000</pubDate>
		<dc:creator>ania_witanowska</dc:creator>
				<category><![CDATA[Relacje]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://stk.ue.poznan.pl/?p=897</guid>
		<description><![CDATA[W ramach odpoczynku w trakcie, a dla niektórych już po sesji, postanowiliśmy spakować namioty i wyruszyć w piękne i dawno przez SeTKę nie odwiedzane Pieniny. Nieliczną, ale jakże wyborną ekipą ruszyliśmy tropić Janosika. Jak na SeTKę przystało, nie obyło się oczywiście bez przygód i niespodzianek. Ekipą 5-osobową, w składzie Lucy, Ania P., Bishkopt, Julek i [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>W ramach odpoczynku w trakcie, a dla niektórych już po sesji, postanowiliśmy spakować namioty i wyruszyć w piękne i dawno przez SeTKę nie odwiedzane Pieniny.</p>
<p><span id="more-897"></span></p>
<p><a rel="lightbox[2010-9-4-10-14-25]" href="http://lh6.ggpht.com/_39cFIU5YGSw/TMf3IDOqvAI/AAAAAAAAFQo/hMgfjYQup5o/P1170561.JPG?imgmax=1600"><img class="pie-img alignleft" style="margin: 3px 1px 3px 1px;" src="http://lh6.ggpht.com/_39cFIU5YGSw/TMf3IDOqvAI/AAAAAAAAFQo/hMgfjYQup5o/s144-c/P1170561.JPG" alt="P1170561.JPG" width="144" height="144" /></a>Nieliczną, ale jakże wyborną ekipą ruszyliśmy tropić Janosika. Jak na SeTKę przystało, nie obyło się oczywiście bez przygód i niespodzianek. Ekipą 5-osobową, w składzie Lucy, Ania P., Bishkopt, Julek i Ania W., spotkaliśmy się tradycyjnie na dworcu. Plan był prosty – dojechać do Wrocławia, następnie przesiąść się w pociąg to Tarnowa, a potem do Nowego Sącza, aby w końcu dojechać busem do Szczawnicy. Powódź jednak pokrzyżowała nam nieco plany – pociągu do Nowego Sącza nie było. Ale że SPONTAN to coś, co SeTKowicze lubią najbardziej, zgodnie stwierdziliśmy, że DAMY RADĘ. Jakoś. No i daliśmy. W Tarnowie złapaliśmy busa do Brzeska, następnie do Nowego Sącza i do Szczawnicy, gdzie spotkaliśmy drugą część naszej wybornej ekipy – Olę i Julka z Frankiem, którzy zdecydowali się przyjechać samochodem. Rzeczy zostawiliśmy na polu namiotowym i ruszyliśmy busem do Jaworek.</p>
<p><img class="pie-img alignright" src="http://lh6.ggpht.com/_39cFIU5YGSw/TMf3KsJ8FUI/AAAAAAAAFQo/Z8v7-LhkUtI/s144-c/P1170587.JPG" alt="Ekipa w komplecie. Na Wysokiej - najwyższym szczycie Pienin." width="144" height="144" /></p>
<p>Zapowiadała się relaksacyjna wyrypka &#8211; bez plecaka dawno się nie chodziło. Pełni energii i optymizmu wyruszyliśmy na szlak. Pogoda  piękna – bezchmurne niebo, słońce, żyć nie umierać. Po przejściu wąwozu Homole, zaczęliśmy wspinać się na najwyższy szczyt Pienin – Wysoką. Po drodze prezydent Polski i Słowacji, król skał i korzeni Franek uświadomił nas, że minęliśmy się z powołaniem – od tej pory pełniliśmy zaszczytne funkcje wiceprezydentów, lekarzy, czy mechaników limuzyny… Po zdobyciu Wysokiej, z której roztaczały się piękne widoki na Tatry, ruszyliśmy do PTTK pod Durbaszką, a następnie przez Palenicę do Szczawnicy. Mimo ostrego słońca, które mocno dało nam się w znaki, nie odpuściliśmy wieczornej przejażdżki rowerowej do naszych słowackich sąsiadów z Czerwonego Klasztoru. Ofiar w ludziach nie było, czego nie można powiedzieć o rowerach. Ale DALIŚMY RADĘ. Nocą nie obyło się rzecz jasna bez ogniska, śpiewów i gitary.</p>
<div class="pie-item" style="margin: 3px 1px 3px 1px;">
<p class="pie-img-wrapper">
<p class="pie-img-wrapper"><a title="Welcome to the jungle!" rel="lightbox[2010-9-4-10-16-45]" href="http://lh6.ggpht.com/_39cFIU5YGSw/TMgHZTYUzCI/AAAAAAAAFQo/DPuT0OFLUfQ/P1170731.JPG?imgmax=1600"><img class="pie-img alignleft" src="http://lh6.ggpht.com/_39cFIU5YGSw/TMgHZTYUzCI/AAAAAAAAFQo/DPuT0OFLUfQ/s144-c/P1170731.JPG" alt="Welcome to the jungle!" width="144" height="144" /></a>Dnia następnego ruszyliśmy prawie z rana w dalszą drogę. Przeprawiliśmy się flisacką tratwą przez Dunajec, po czym rozpoczęliśmy wędrówkę na Sokolicę. Na szczycie odpoczynek, małe tankowanie, zdjęcie z najsłynniejszą pienińską sosną, po czym pora ruszać dalej. Deszcz oraz wiatr przyjemnie smagały nasze spalone słońcem twarze. Kolejnym naszym celem były Trzy Korony. Po drodze zahaczyliśmy o Górę Zamkową, na której aniołowie swego czasu wznieśli św. Kindze zamek. Przed zdobyciem szczytu skosztowaliśmy prawdziwego górolskiego kompotu, który dodał nam skrzydeł (?). Na Trzech Koronach byliśmy sami (!), pogoda na szczęście zniechęciła turystów i ominęły nas kolejki na szczyt. Widoki jak z bajki – wyłaniające się z chmur szczyty Tatr, piękne soczysto zielone lasy i wijący się jak wstążka pomiędzy skałami Dunajec. Niczego więcej do szczęścia nie trzeba. Upojeni malowniczymi widokami, zeszliśmy przez Trzy Kopce do Kątów, a następnie do Sromowców Wyżnych na pole namiotowe. Najbardziej genialną rzeczą wieczoru było ognicho pod wiatą. Ale żeby to była zwykła wiata – to była wiata PREMIUM – z kominkiem, stołami, ale przed wszystkim z niesamowitym klimatem.</p>
<p class="pie-img-wrapper">
</div>
<p><a rel="lightbox[2010-9-4-10-17-56]" href="http://lh3.ggpht.com/_39cFIU5YGSw/TMgHmkuQIRI/AAAAAAAAFQo/CULBn7VD-3g/P1170838.JPG?imgmax=1600"><img class="pie-img alignright" style="margin: 3px 1px 3px 1px;" src="http://lh3.ggpht.com/_39cFIU5YGSw/TMgHmkuQIRI/AAAAAAAAFQo/CULBn7VD-3g/s144-c/P1170838.JPG" alt="P1170838.JPG" width="144" height="144" /></a>Kolejnego dnia ruszyliśmy już w pomniejszonym składzie – samochodowa ekipa wróciła do Poznania. Pomimo deszczu od samego rana, dzielnie ruszyliśmy na spotkanie z przygodą. Na początek spacer tamą w Niedzicy, przeprawa statkiem do Czorsztyna i zwiedzanie zamku. A deszcz padać nie przestawał i nie miał już zamiaru. Dzielnie ruszyliśmy jednak w kierunku Lubania. Łatwo nie było, a namioty dawały się co poniektórym mocno we znaki. Droga zajęła nam zdecydowanie więcej czasu niż wynikałoby to z map i znaków. W końcu we mgle dotarliśmy na Lubań, na którym zrobiliśmy mały postój na jedzonko. Julkowe wisienki okazały się niezastąpione. Zejście z Lubania poszło nam dosyć szybko, ale niestety, to co dobre szybko się kończy. Resztę trasy pokonywaliśmy już siłą woli, odruchowo bądź też z rozpędu (niepotrzebne skreślić). Plan, wg którego mieliśmy spać w okolicach stacji turystycznej za Przełęczą Knurowską trzeba było nieco zmodyfikować. Za radą bardzo sympatycznej pani ze stacji turystycznej u państwa Chrobaków zdecydowaliśmy się na nocleg na Bukowince, na którą udało nam się wdrapać już po zmroku. Tym razem obyło się bez ogniska – każdy marzył o zdjęciu butów i wskoczeniu do ciepłego i suchego śpiwora.</p>
<div class="pie-item" style="margin: 3px 1px 3px 1px;">
<p class="pie-img-wrapper"><a title="Przed wejściem do schroniska na Turbaczu." rel="lightbox[2010-9-4-10-18-22]" href="http://lh4.ggpht.com/_39cFIU5YGSw/TMgH0y_IK4I/AAAAAAAAFQo/tDVkcMWLF0s/P1170878.JPG?imgmax=1600"><img class="pie-img alignleft" src="http://lh4.ggpht.com/_39cFIU5YGSw/TMgH0y_IK4I/AAAAAAAAFQo/tDVkcMWLF0s/s144-c/P1170878.JPG" alt="Przed wejściem do schroniska na Turbaczu." width="144" height="144" /></a>Ostatniego dnia, żeby zdążyć na pociąg, musieliśmy nadrobić zaległości. Tym razem wstaliśmy NAPRAWDĘ z rana. W strugach deszczu ruszyliśmy na Przełęcz Knurowską, a potem na Turbacz. W schronisku pod Turbaczem naładowaliśmy akumulatorki (polecam pierogi ruskie, mniam) i ruszyliśmy dalej na Stare Wierchy. Stamtąd mieliśmy zejść przez Maciejową do Rabki. No właśnie – mieliśmy, tylko szlak się zgubił. W rezultacie zeszliśmy w totalnie dziwnym kierunku, czego do chwili obecnej nie możemy za bardzo zrozumieć – do Ponic. Na szczęście mieszkańcy Ponic okazali się bardzo pomocni. Pan busiarz urwał się z weselnego obiadu, tylko po to, żeby podwieźć nas do Rabki. W Rabce rzecz jasna spełniliśmy obywatelski obowiązek i szczęśliwie dotarliśmy na dworzec.</p>
<p class="pie-img-wrapper">
</div>
<p>W drodze powrotnej nie obyło się bez gitarowania i bękartów wojny. Mega zmęczeni fizycznie, ale usatysfakcjonowani i zrelaksowani psychicznie wróciliśmy do Poznania, aby stawić czoła miejskiej rzeczywistości.</p>
<!-- PHP 5.x -->]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://stk.ue.poznan.pl/rajd-janosika-czyli-gorce-i-pieniny/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Majówka 2010- Izery i Karkonosze</title>
		<link>http://stk.ue.poznan.pl/majowka-2010-izery-i-karkonosze</link>
		<comments>http://stk.ue.poznan.pl/majowka-2010-izery-i-karkonosze#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 08 May 2010 19:39:41 +0000</pubDate>
		<dc:creator>alexz</dc:creator>
				<category><![CDATA[Relacje]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://stk.ue.poznan.pl/?p=1005</guid>
		<description><![CDATA[Początek maja powitaliśmy maszerując łagodną granią Gór Izerskich oraz pięknymi szlakami Karkonoszy. Był to kolejny rajd cieszący się dużym zainteresowaniem nowych sympatyków SeTKi, choć nie zabrakło też ‘starej gwardii’;) 30 kwietnia Zbiórka na dworcu PKP przewidziana była na nieludzką godzinę- 3.00 w nocy. Na szczęście udało nam się znaleźć miejsca siedzące, więc mogliśmy trochę pospać [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Początek maja powitaliśmy maszerując łagodną granią Gór Izerskich oraz pięknymi szlakami Karkonoszy. Był to kolejny rajd cieszący się dużym zainteresowaniem nowych sympatyków SeTKi, choć nie zabrakło też ‘starej gwardii’;)<span id="more-1005"></span></p>
<p><strong> </strong></p>
<h2><strong>30 kwietnia</strong></h2>
<p><a rel="lightbox[2010-9-0-21-18-51]" href="http://lh6.ggpht.com/_39cFIU5YGSw/TAPs9bctW6I/AAAAAAAAFB4/QvLRKhU_czI/5.JPG?imgmax=1600"><img class="pie-img alignleft" style="margin: 1px 1px 1px 1px;" src="http://lh6.ggpht.com/_39cFIU5YGSw/TAPs9bctW6I/AAAAAAAAFB4/QvLRKhU_czI/s144-c/5.JPG" alt="5.JPG" width="144" height="144" /></a>Zbiórka na dworcu PKP przewidziana była na nieludzką godzinę- 3.00 w nocy. Na szczęście udało nam się znaleźć miejsca siedzące, więc mogliśmy trochę pospać przed czekającą nas wędrówką. Ze stacji Szklarska Poręba Górna doszliśmy do czerwonego szlaku, który doprowadził nas na Wysoki Kamień. Widoczność nienajgorsza, więc aparaty fotograficzne wkroczyły do akcji. Dalej szlak prowadził nas raczej łagodną ścieżką przez Zwalisko i Sine Skałki. Droga była dość długa, ale w końcu można było dostrzec z daleka stację kolejki tuż przy Schronisku Na Stogu Izerskim, czyli nasz cel pierwszego dnia. Schronisko powitało nas długą kolejką do prysznica i duchotą w pokojach (malutkie okienka&#8230;). Ze względu na brak gitary, musieliśmy liczyć na swoje żarty i pełne humoru rozmowy do późnej nocy.</p>
<h2><strong>1 maja</strong></h2>
<div class="pie-item alignleft" style="margin: 1px 1px 1px 1px;">
<p class="pie-img-wrapper">
</div>
<p><a rel="lightbox[2010-9-0-21-23-36]" href="http://lh5.ggpht.com/_39cFIU5YGSw/TAPtZ9Syo9I/AAAAAAAAFDc/lpZNKkhnxgk/28.JPG?imgmax=1600"><img class="pie-img alignleft" style="margin: 1px 1px 1px 1px;" src="http://lh5.ggpht.com/_39cFIU5YGSw/TAPtZ9Syo9I/AAAAAAAAFDc/lpZNKkhnxgk/s144-c/28.JPG" alt="28.JPG" width="144" height="144" /></a>Poranek przywitał nas mgłą, jednak zanim wyruszyliśmy na szlak, widoczność znacznie się poprawiła. Początek trasy jedna grupa przemierzała czerwonym i później niebieskim szlakiem do Chatki Górzystów, a grupa druga Drogą Borowinową (żółty szlak) i dalej także niebieskim. A w trakcie postoju pyszne biszkoptowe naleśniki z jagodami&#8230;. mniam! Posileni i zadowoleni zmierzaliśmy wzdłuż rwącej Izery w kierunku schroniska Orle i dalej niezbyt wymagającym zielonym szlakiem do Harrachova. Znalezienie naszego pensjonatu było nie lada wyzwaniem, ale i z tym sobie poradziliśmy. Wieczorem rozpaliliśmy ognisko i w dość dziwnych okolicznościach (pomiędzy blokami&#8230;) siedzieliśmy do późnych godzin nocnych.</p>
<p><strong> </strong></p>
<h2><strong>2 maja</strong></h2>
<p><a rel="lightbox[2010-9-0-21-25-46]" href="http://lh6.ggpht.com/_39cFIU5YGSw/TAPt-FQi3vI/AAAAAAAAFFE/9w0MuJa9tZ0/51.JPG?imgmax=1600"><img class="pie-img alignleft" style="margin: 1px 1px 1px 1px;" src="http://lh6.ggpht.com/_39cFIU5YGSw/TAPt-FQi3vI/AAAAAAAAFFE/9w0MuJa9tZ0/s144-c/51.JPG" alt="51.JPG" width="144" height="144" /></a>Kolejny dzień okazał się dość niepewny pogodowo, ale my bez ociągania się ruszyliśmy na szlak. Po małym postoju na placu zabaw, który okazał się największą atrakcją dla tych najstarszych, dotarliśmy pod Mumlavsky Wodospad, gdzie nie obeszło się bez sesji fotograficznych. Dalej, niestety już w deszczu, kierowaliśmy się do Voseckiej Boudy, która niestety okazała się zamknięta. Trochę już przemarznięci ruszyliśmy więc w stronę Szrenicy i dalej do miejsca naszego kolejnego noclegu- Hali Szrenickiej. Wieczór spędziliśmy grając w karty i rozbawiani przez innych gości schroniska.</p>
<p><strong> </strong></p>
<h2><strong>3 maja</strong></h2>
<div class="pie-item alignleft" style="margin: 1px 1px 1px 1px;">
<p class="pie-img-wrapper"><a title="...a tu nasz polski Kamieńczyk" rel="lightbox[2010-9-0-21-26-48]" href="http://lh6.ggpht.com/_39cFIU5YGSw/TAPuQnrkmjI/AAAAAAAAFGA/TdA0G7-UAjk/65.JPG?imgmax=1600"><img class="pie-img" src="http://lh6.ggpht.com/_39cFIU5YGSw/TAPuQnrkmjI/AAAAAAAAFGA/TdA0G7-UAjk/s144-c/65.JPG" alt="...a tu nasz polski Kamieńczyk" width="144" height="144" /></a></p>
<p class="pie-caption" style="width: 144px;">&#8230;a tu nasz polski Kamieńczyk</p>
</div>
<div class="pie-item alignleft" style="margin: 1px 1px 1px 1px;"></div>
<p>Widok z okna po przebudzeniu nie napawał nas optymizmem. Mgła i mżawka dalej nie ustępowały i chyba nikt nie miał ochoty na dłuższe wędrówki, dlatego nieśmiertelnym czerwonym szlakiem schodziliśmy w dół, zahaczając po drodze o Wodospad Kamieńczyka. W Szklarskiej Porębie wykorzystaliśmy ostatnią okazję, żeby posilić się przed podróżą. Pociąg, jak można się było spodziewać, z każdą kolejną stacją stawał się coraz bardziej zatłoczony, dlatego z ulgą wysiedliśmy na poznańskim dworcu. Majówka zakończona:)</p>
<!-- PHP 5.x -->]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://stk.ue.poznan.pl/majowka-2010-izery-i-karkonosze/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

