Z
Z nim będziesz szczęśliwsza

Zrozum to, co powiem,
Spróbuj to zrozumieć dobrze,
Jak życzenia najlepsze te urodzinowe
Albo noworoczne jeszcze lepsze może
O północy, gdy składane
Drżącym głosem, niekłamane.
Z nim będziesz szczęśliwsza,
Dużo szczęśliwsza będziesz z nim.
Ja cóż -
Włóczęga, niespokojny duch,
Ze mną można tylko
Pójść na wrzosowisko
I zapomnieć wszystko.
Jaka epoka, jaki wiek,
Jaki rok, jaki miesiąc, jaki dzień
I jaka godzina
Kończy się,
A jaka zaczyna.

 e H7
 G D
 C G
 a H7
 C G
 H7
 C G
 a H7
 C
 G
 a
 D7
 e
 C G a
 G a C G
 a
 C
 e

Nie myśl, że nie kocham,
Lub, że tylko trochę.
Jak cię kocham, nie powiem, no bo nie wypowiem -
Tak ogromnie bardzo jeszcze więcej może.
I dlatego właśnie żegnaj,
Zrozum dobrze żegnaj,

Z nim będziesz szczęśliwsza,
Dużo szczęśliwsza będziesz z nim.
Ja cóż -
Włóczęga, niespokojny duch.
Ze mną można tylko
Pójść na wrzosowisko
I zapomnieć wszystko.
Jaka epoka, jaki wiek,
Jaki rok, jaki miesiąc, jaki dzień
I jaka godzina
Kończy się a jaka zaczyna.


Ze mną można tylko
W dali zniknąć cicho.
 
a
C e
Zachwycenie
Gdy pewna młoda polonistka
Taka naiwna, schludna taka
Egzaltowana, świeża, czysta
Ze chciałoby się siąść i płakać
 G
 G D
 D
 D G

Wiec gdy ta polonistka właśnie
Małpując młodopolskie pozy
Wybiegnie o porannym czasie
Boso na łąki miedzy brzozy

 G
 G C
 C G
 D G


Poigra z pliszką i skowronkiem
Oraz z modliszką i z biedronką
Przywita się z wschodzącym słonkiem
Wołając: "Witaj jasne słonko"

Z róż i z powojów splecie wieńce
Pomacha rączką do motyla
Krasnym obleje się rumieńcem
Widząc jak pszczółka kwiat zapyla

Coś z Anny German gdy zanuci
Wyrecytuje coś z Asnyka
A potem bardzo się zasmuci
Nad żabką, którą bocian łyka

I chcąc zapłakać nad półtrupem
Bo drugie pól ten bocian urwał
Wlizie tę bosą nogą w kupę
I wyda okrzyk: "Ożesz k..."

Więc jeśli byłbym na tej łące
Naocznym świadkiem tego zgrzytu
Jak jestem facet niepijący
Pół litra wychlałbym z zachwytu

Zamiast
Ty panie tyle czasu masz
Mieszkanie w chmurach i błękicie
A ja na głowie mnóstwo spraw
I na to wszystko jedno życie
A skoro wszystko lepiej wiesz
Bo patrzysz na nas z lotu ptaka
To powiedz, czemu tak to jest,
Że czasem tylko siąść i płakać
a E
d E a E
a E
F E
a E
d E a E
a E
d E a
G
Ja się nie skarżę na swój los
Potulna jestem jak baranek
I tylko mam nadzieje, że
Już chyba wiesz,
Co robisz Panie
C d
G C
C d
F
E


Ile mam grzechów, któż to wie
A do liczenia nie mam głowy
Wszystkie darujesz mi i tak
Nie jesteś przecież drobiazgowy
Lecz czemu mnie do raju bram
Prowadzisz droga taka kreta
I czemu wciąż doświadczasz tak
Jak gdybyś chciał uczynić święta.

Nie chce się skarżyć na swój los
Nie proszę o więcej, niż dać możesz
I ciągle mam nadzieje, że
Że chyba wiesz, co robisz, Boże.

To życie minie jak zły sen
Jak tragifarsa, komediodramat
A gdy się zbudzę, westchnę cóż
To wszystko było chyba zamiast
Lecz póki co, w zamęcie trwam
Liczę na palcach lata szare
I tylko czasem przemknie myśl
Przecież nie jestem tu za karę.

Dziś czuje się jak mrówka, gdy
Czyjś but tratuje jej mrowisko
Czemu mi dałeś wiarę w cud
A potem odebrałeś wszystko
Nie chce się skarżyć na swój los
Choć wiem jak będzie jutro rano
Tyle powiedzieć chciałam Ci
Zamiast pacierza na dobranoc

Zamieszkamy pod wspólnym dachem
Zamieszkamy pod wspólnym dachem,
Przed obcymi zamkniemy drzwi,
Posadzimy przed domem kwiaty,
Których nocą nie zerwie nikt.
 A D E fis
 E H7 E
 A D E fis
 E H7 E

Nazbieramy suchego drzewa,
Żeby zimą nie było źle
Parę jabłek i trochę chleba
Co nam starcza na cały rok

Przeczekamy każdy los,
Kaprys zły,
Żeby potem żyć,
Normalnie żyć.

fis D
A
h
E7


Zamieszkacie pod wspólnym dachem,
Przed obcymi zamkniecie drzwi,
I posadzicie przed domem kwiaty,
Których nocą nie zerwie nikt.

Przygotujecie suchego drzewa,
Żeby zimą nie było źle,
Parę jabłek i trochę chleba,
Co wam starcza na cały wiek.

Zbroja
Dałeś mi Panie zbroję
Dawny kuł płatnerz ją
W wielu pogięta bojach
Wielu ochrzczone krwią
W wykutej dla giganta
Potykam się co krok
Bo jak sumienia szantaż
Uciska lewy bok
e D e
e D e
e D e
e D e
e G e
A H
G Fis F e
e D e

Lecz choć zaginął hełm i miecz
Dla ciała żadna z niej ostoja
To przecież w końcu ważna rzecz
Zbroja!

 D G D
 a G
 a H7 e a
 e H7 e A e


Magicznych na niej rytów
Dziś nie odczyta nikt
Ale wykuta z mitów
I wieczna jest jak mit
Do ciała mi przywarła
Przeszkadza żyć i spać
A tłum się cieszy z karła
Co chce giganta grać

Lecz choć zaginął hełm i miecz...

A taka w niej powaga
Dawno zaschniętej krwi
Że czuję jak wymaga
I każe rosnąć mi
Być może - nadaremnie
Lecz stanę w niej za stu
Zdejmij ją Panie ze mnie
Jeśli umrę podczas snu

Bo choć zaginął hełm i miecz...

Wrzasnęli hasło - wojna!
Zbudzili hufce hord
Zgwałcona noc spokojna
Ogląda pierwszy mord
Goreją świeże rany
Hańbiona płonie twarz
Lecz nam do obrony dany
Pamięci pancerz nasz

Więc choć za ciosem pada cios
I wróg posiłki śle w konwojach
Nas przed upadkiem chroni wciąż
Zbroja!

Wywlekli pudła z blachy
Natkali kul do luf
I straszą - sami w strachu
Strzelają do ciał i słów
Zabrońcie żyć wystrzałem
Niech zatryumfuje gwałt
Nad każdym wzejdzie ciałem
Pamięci żywej kształt

Choć słońce skrył bojowy gaz
I żołdak pławi się w rozbojach
Wciąż przed upadkiem chroni nas
Zbroja!

Wytresowali świnie
Kupili sobie psy
I w pustych słów świątyni
Stawiają ołtarz krwi
Zawodzi przed bałwanem
Półślepy kapłan - łgarz
I każdym nowym zdaniem
Hartuje pancerz nasz

Choć krwią zachłysnął się nasz czas
Choć myśli toną w paranojach
Jak zawsze chronić będzie nas
Zbroja!

Bis

Zbroja!

Zegar
Oddam zegar na zawsze, w dobre ręce.
Stary zegar, który po ojcu mam.
Zegar co bije w moim sercu,
Zegar co zęby przy mnie zjadł.
a G a G
a G a G
F G C a
F G a

Potraciłem, oddałem prawie wszystko.
Szafę i dwa krzesła wziął nocny stróż.
Szczęście, ze grabarz wziął łopatę,
Na pewno jej nie odda już.

Już mnie tutaj nic nie trzyma.
W każdej chwili mogę iść.
Jeszcze tylko zegar oddam ten,
Bo za ciężki by go nieść.

Bis

F G C a
F G C a
F G C a
F G


Oddam zegar w naprawdę dobre ręce.
Dobry zegar, co czasem rządzi sam.
Nie trzeba wcale go nakręcać,
Kto zechce całkiem darmo dam.

Podpaliłem rupiecie na poddaszu.
Poszedł banknot ostatni na ten cel.
Nic nie mam co by mnie trzymało.
Nic, tylko zegar oddam ten.

Już mnie tutaj nic nie trzyma...

Życie to nie teatr
Życie to jest teatr - mówisz ciągle, opowiadasz
Maski coraz inne, coraz mylne się nakłada
Wszystko to zabawa, wszystko to jest jedna gra
Przy otwartych i zamkniętych drzwiach.
To jest gra!
a E
E7 a
F C
G C
G

Życie to nie teatr ja ci na to odpowiadam
Życie to nie tylko kolorowa maskarada
Życie jest straszniejsze i piękniejsze jeszcze jest
Wszystko przy nim blednie, blednie nawet sama śmierć!

Ty i ja - teatry to są dwa: ty i ja.
Ty - Ty prawdziwej nie uronisz łzy
Ty najwyżej w górę wznosisz brwi
Nawet kiedy źle Ci jest to nie jest źle
Bo ty grasz...
Ja - Duszę na ramieniu ciągle mam
Cały zbudowany jestem z ran
Lecz kaleką nie ja jestem tylko
 
F G C G
C E7 a
C7 F
G C
G
C E7a
C7 F
Ty G C G


Dzisiaj bankiet u Artystów, Ty się tam wybierasz
Gości będzie dużo: nieodstępna tyraliera.
Flirt i alkohole, pewnie tańce będą też.
Drzwi otwarte zamkną potem się
No i cześć!

Wpadnę tam na chwilę zanim spuchnie atmosfera
Wódki dwie wypiję, potem cicho się pozbieram
Wyjdę na ulicę, przy fontannie zmoczę łeb.
Wyjdę na przestworza, przecudowny stworzę wiersz...

Ty i ja - teatry to są dwa: ty i ja.
Ty - Ty prawdziwej nie uronisz łzy
Ty najwyżej w górę wznosisz brwi
I niezaraźliwy wcale jest twój śmiech
Bo Ty grasz!
Ja - Duszę na ramieniu ciągle mam
Cały zbudowany jestem z ran
Lecz gdy śmieję się to w krąg się śmieje świat